czwartek, 24 maja 2012

Czemu jest burza?

Piękny i słoneczny dzień zbliżał się ku końcowi. Niebo powoli zasnuwało się chmurami. Powietrze robiło się coraz cięższe, było duszno. To szły ciepłe chmury. Białe i puchate rozlewały się po niebie. Z drugiej strony nieba nadciągały inne chmury – wyglądały bardziej ponuro niż ciepłe chmury. Zdecydowanie nie miały zamiaru ustąpić drogi ciepłym chmurom. Były nastawione bojowo.
– O oł - powiedziała chmura, która szła na czele ciepłych chmur. - Mamy problem.
– O oł - powiedziała chmura, która szła na czele zimnych chmur. - Mają problem.
Ciepłe chmury chórem powieziały do zimnych chmur:
– Przepuście nas, to nasza droga.
– Co to, to nie - odparły chórem zimne chmury i zrobiły groźne miny.
– My byłyśmy tu pierwsze - nie odpuszcały ciepłe chmury.
– A my drugie, ale to nasza ścieżka i nie zamierzamy z niej zejść - odkrzyknęły zimne chmury.
I się zaczęło.

Ciepłe chmury ruszyły na zimne i zaczęły się zderzać. A że były miękkie, to szybko zaczęły się rozpadać - i jedne, i drugie. Spadające kawałki chmur pokropiły spragnioną ziemię kroplami deszczu. Zadowolona ziemia zaczęła wołać do góry:
– Jeszcze wody! Jeszcze!
To tylko rozochociło chmury, które w żadnym razie nie chiały ustąpić. Z każdym uderzeniem jednej chmury o drugą rozlegało się głuche huknięcie. W domach dzieci wtulone w swoje mamy wołały:
– Mamo! To gzmoty!
A mamy odpowadały:
– Tak kochanie, to grzmoty. Ale nic się nie bój, chmury za chwilę przestaną się bić i dojdą do porozumienia. Albo przyleci wiatr i je rozgoni.
Chmury, zupełnie już zezłoszczone na siebie, zaczęły ze złości błyskać swoimi chmurnymi oczami i wytoczyły najbardziej spektakularną broń – pioruny. Co chwilę któraś chmura rzucała piorunem, który rozświetlał ciemne już niebo pięknym, ale też złowrogim blaskiem. Po czwartym piorunie zerwał się wielki wiatr. Obudził się ze swojego snu i huknął na ciepłe i zimne chmury:
– Co wy mi tu wyprawiacie, nicponie. Rozejść mi się natychmiast! Spać nie dajecie ani mi, ani dzieciom, które się w domach pod kołdrami trzęsą. Zmykać mi stąd, ale to już! - wiatr dmuchnął i chuchnął, a potem na dodatek głośno kichnął - Aaa psik!
Chumry szybko się po niebie rozbiegły, każda poszła w inną stronę, ciepłe z zimnymi się pomieszały i już wieczór był spokojny. Dzieci spokojnie poszły spać, a wiatr cichutko zagwizdał i z zadowoleniem ułożył się na najbliższym drzewie, żeby dokończyć swój przerwany piorunami sen.

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Domisiowi też się podobało :)

      Usuń
  2. Jak będzie więcej takich fajnych opowiastek powinnaś wydać książkę

    OdpowiedzUsuń

Po przeczytaniu zostaw wiadomość:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...