Przypomniała mi się pewna rozmowa z Milu, całkiem niedawno:
– Mamo, a jak umrę, to nie chcę iść do pieca.
– No tak. To nieciekawa perspektywa. A skąd ci to przyszło do głowy, że po śmierci idzie się do pieca? W przedszkolu o tym mówiliście?
– Tak, Marta mówiła, że jak się umrze, to się idzie do pieca, a ja nie chcę.
– No wiesz, po śmierci ciało już nie jest potrzebne, więc niektórzy chcą, żeby je spalić i wtedy pochować. Na takie rozważania mamy jeszcze dużo czasu.
– A jak ty umrzesz, to wrócisz?
– Jak się umrze, to nie da się wrócić.
– Da się. To trzeba tak... skoczyć! I już.
– Skoro to takie proste, to mogę spróbować.
Miła perspektywa, żeby tak wrócić po śmierci. Natomiast z perspektywy czasu myślę, że to nie był piec, ale piekło. W domu nie posługujemy się pojęciami nieba i piekła, więc zamieniła "do piekła" na najbardziej sobie znane "do pieca" i tak zostało. No cóż...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umieranie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą umieranie. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 lutego 2017
wtorek, 12 lipca 2016
O umieraniu z Milu
Czytamy "Króla lwa". Na ilustracji Mufasa leży stratowany przez antylopy.
– Czemu on tak śpi?
– Bo umarł. Stratowany przez antylopy.
– Stratowany?
– Przebiegły po nim i umarł.
– Ale śpi?
– Śpi i już się nie obudzi.
– A czemu?
– Bo jego serduszko już nie bije.
– Bo go niedobry Skaza zrzucił?
– Tak.
– A ja nie umarłam.
– Nie, twoje serduszko bardzo mocno bije. Dotknij tu i poczuj.
– No bije. Czytaj dalej.
Zaczyna się kolejna podróż przez umieranie - tym razem z Milu.
– Czemu on tak śpi?
– Bo umarł. Stratowany przez antylopy.
– Stratowany?
– Przebiegły po nim i umarł.
– Ale śpi?
– Śpi i już się nie obudzi.
– A czemu?
– Bo jego serduszko już nie bije.
– Bo go niedobry Skaza zrzucił?
– Tak.
– A ja nie umarłam.
– Nie, twoje serduszko bardzo mocno bije. Dotknij tu i poczuj.
– No bije. Czytaj dalej.
Zaczyna się kolejna podróż przez umieranie - tym razem z Milu.
poniedziałek, 15 lutego 2016
Królewna
Milu siedzi u Taty na kolanach i rozmawiają:
– A znasz taką królewnę?
– Jaką?
– No taką w żółtej sukience. I takie rączki miała. I ona tak leżała, cała umarnięta.
– Hmm. A później się obudziła ta królewna?
– Później tak.
– Ktoś ją pocałował?
– Nie wiem. Tylko ona tak leżała.
Później okazało się, że chodziło o Królewnę Śnieżkę. Milu odkryła, że ma z nią puzzle i namiętnie je układa. Na puzzlach jest jabłko. Już kilka razy odbyłyśmy taką rozmowę:
– A to jabłko jest zatrute?
– Tak.
– A czemu?
– Przyniosła je... wiesz kto?
– Zła królowa.
– Tak. A wiesz dlaczego?
– Nie.
– Chciała być najpiękniejsza na świecie, ale piękniejsza od niej była Śnieżka. Więc zła królowa postanowiła otruć królewnę i w ten zły sposób zostać najpiękniejszą.
– Nie polubiłam tej królowej.
– Ja też nie - była piękna, ale miała brzydką duszę i brzydkie, złe serce.
– Tak. Zła była po prostu.
– A znasz taką królewnę?
– Jaką?
– No taką w żółtej sukience. I takie rączki miała. I ona tak leżała, cała umarnięta.
– Hmm. A później się obudziła ta królewna?
– Później tak.
– Ktoś ją pocałował?
– Nie wiem. Tylko ona tak leżała.
Później okazało się, że chodziło o Królewnę Śnieżkę. Milu odkryła, że ma z nią puzzle i namiętnie je układa. Na puzzlach jest jabłko. Już kilka razy odbyłyśmy taką rozmowę:
– A to jabłko jest zatrute?
– Tak.
– A czemu?
– Przyniosła je... wiesz kto?
– Zła królowa.
– Tak. A wiesz dlaczego?
– Nie.
– Chciała być najpiękniejsza na świecie, ale piękniejsza od niej była Śnieżka. Więc zła królowa postanowiła otruć królewnę i w ten zły sposób zostać najpiękniejszą.
– Nie polubiłam tej królowej.
– Ja też nie - była piękna, ale miała brzydką duszę i brzydkie, złe serce.
– Tak. Zła była po prostu.
sobota, 30 sierpnia 2014
O umieraniu raz jeszcze
– A ty masz kogoś, kto umarł?
– Mam.
– A kogo?
– Moich dziadków.
– A oni umarli?
– Tak.
– A dlaczego?
– Bo byli już bardzo starzy. Tak już jest w życiu, że ludzie się starzeją i w końcu umierają.
– A kochałaś ich?
– Bardzo.
– Ja bym nie chciał, żeby mi umarł ktoś bliski.
– No tak, to jest przykre.
– A jak oni umarli to płakałaś?
– Bardzo.
– I co potem?
– Potem już nie płakałam. Najpierw było mi bardzo przykro, ale z czasem to uczucie minęło. Takie jest po prostu życie.
– Ja też bym płakał jak ktoś bliski by mi umarł. A jak Tata umrze?
– Mam nadzieję, że nie wcześniej to nastąpi niż za 100 lat.
– A jak dzisiaj umrze?
– Tfu, wypluj to. To by była tragedia.
– Tak. Bardzo bym płakał.
– Ja też.
– Mam.
– A kogo?
– Moich dziadków.
– A oni umarli?
– Tak.
– A dlaczego?
– Bo byli już bardzo starzy. Tak już jest w życiu, że ludzie się starzeją i w końcu umierają.
– A kochałaś ich?
– Bardzo.
– Ja bym nie chciał, żeby mi umarł ktoś bliski.
– No tak, to jest przykre.
– A jak oni umarli to płakałaś?
– Bardzo.
– I co potem?
– Potem już nie płakałam. Najpierw było mi bardzo przykro, ale z czasem to uczucie minęło. Takie jest po prostu życie.
– Ja też bym płakał jak ktoś bliski by mi umarł. A jak Tata umrze?
– Mam nadzieję, że nie wcześniej to nastąpi niż za 100 lat.
– A jak dzisiaj umrze?
– Tfu, wypluj to. To by była tragedia.
– Tak. Bardzo bym płakał.
– Ja też.
czwartek, 28 sierpnia 2014
Oddychanie
Mały Człowiek wrócił z wakacji i nasz pierwszy wieczór był pełen pytań, które kłębiły mu się w głowie od jakiegoś czasu. Cała rozmowa to ponad pół godziny bardzo ciekawych pytań, z których nie wszystkie udało mi się zapamiętać. Jedno z najciekawszych:
– Mamo, a czemu musimy oddychać?
– Żeby żyć. Nie da się nie oddychać.
– Tak jest nasz organizm zrobiony, że musimy oddychać, żeby powietrze, tlen, dostały się do każdej komórki – dodał Tata. Chciał jeszcze coś dodać, ale zrobiłam widać dziwną minę, bo zrezygnował.
– Powietrze to takie nasze paliwo, żeby wszystko w ciele działało. Każda cząstka w ciele potrzebuje tlenu, żeby działać.
– A jak nie będę oddychać, to umrę?
– Tak. Można chwilę nie oddychać, tak jak na przykład pod wodą nie oddychasz, ale dłużej nie można. Rekord to kilka minut chyba.
– Ale pod wodą można dłużej z takim czymś.
– Z maską tlenową. Zakładasz na nos i buzię i oddychasz tlenem z butli tlenowej.
– A kupimy takie coś?
– Kochany, jak będziesz duży, to będziesz mógł tak nurkować i oddychać z butli.
– Dobra.
– Mamo, a czemu musimy oddychać?
– Żeby żyć. Nie da się nie oddychać.
– Tak jest nasz organizm zrobiony, że musimy oddychać, żeby powietrze, tlen, dostały się do każdej komórki – dodał Tata. Chciał jeszcze coś dodać, ale zrobiłam widać dziwną minę, bo zrezygnował.
– Powietrze to takie nasze paliwo, żeby wszystko w ciele działało. Każda cząstka w ciele potrzebuje tlenu, żeby działać.
– A jak nie będę oddychać, to umrę?
– Tak. Można chwilę nie oddychać, tak jak na przykład pod wodą nie oddychasz, ale dłużej nie można. Rekord to kilka minut chyba.
– Ale pod wodą można dłużej z takim czymś.
– Z maską tlenową. Zakładasz na nos i buzię i oddychasz tlenem z butli tlenowej.
– A kupimy takie coś?
– Kochany, jak będziesz duży, to będziesz mógł tak nurkować i oddychać z butli.
– Dobra.
sobota, 21 czerwca 2014
Śmierć
– Mamo, a przed śmiercią da się uciec?
– Niestety, nie da się. Tak to już jest, że rodzimy się, a potem starzejemy i umieramy.
– Da się.
– Ale jak?
– Trzeba bardzo szybko biec.
– Ha, ha. Gdyby to tylko było takie proste...
– A jak już mózg umarnie, to koniec.
– Jak mózg umrze to tak, koniec.
– Bo już się nie wie wtedy, że się ma biec. A jak serduszko umarnie... umrze, to już zupełnie nie ma się jak biec.
– Niestety, nie da się. Tak to już jest, że rodzimy się, a potem starzejemy i umieramy.
– Da się.
– Ale jak?
– Trzeba bardzo szybko biec.
– Ha, ha. Gdyby to tylko było takie proste...
– A jak już mózg umarnie, to koniec.
– Jak mózg umrze to tak, koniec.
– Bo już się nie wie wtedy, że się ma biec. A jak serduszko umarnie... umrze, to już zupełnie nie ma się jak biec.
piątek, 20 czerwca 2014
Piłka nożna i śmierć
Mały Człowiek ogląda z Tatą mecz i co chwilę zadaje pytania. A to o to, czym można grać i czy za każde dotknięcie ręką jest żółta kartka, a to dlaczego na boisku są pasy trawy i jak się robi takie pasy, a to o karne. Ciągły potok pytań, na które Tata odpowiada ze stoickim spokojem, choć przez zaciśnięte zęby, bo jednak chciałby w spokoju obejrzeć mecz. Ja przysłuchuję się z drugiego pokoju jednym uchem, ale jedno pytanie szczególnie zwraca moją uwagę:
– Tato, a jak ktoś umarnie na boisku?
– Rzadko się tak zdarza.
– Ale jak umarnie?
– To przyjeżdża karetka i jeszcze próbują ratować tego kogoś.
– A jak nie uratują?
– To i tak zabierają karetką z boiska.
– A jak się tak przyklei, że się nie da zabrać?
– Spokojnie, nie przyklei się tak, żeby się nie dało.
:)
– Tato, a jak ktoś umarnie na boisku?
– Rzadko się tak zdarza.
– Ale jak umarnie?
– To przyjeżdża karetka i jeszcze próbują ratować tego kogoś.
– A jak nie uratują?
– To i tak zabierają karetką z boiska.
– A jak się tak przyklei, że się nie da zabrać?
– Spokojnie, nie przyklei się tak, żeby się nie dało.
:)
sobota, 7 czerwca 2014
Sroka
Na spacerze zobaczyłam pod ekranem przy ulicy martwą srokę. Była jeszcze świeża, krew nie była widoczna, więc uznałam, że to dobry moment, by Mały Człowiek zobaczył z bliska, jak wygląda sroka. Zawołałam go i mówię:
– Zobacz, wiesz co to?
– Sroka. A czemu tu leży?
– Uderzyła w tę szybę, pewnie jej nie zauważyła. A jak uderzyła, to spadła i niestety, ale umarła.
– To po co są te szyby?
– Po to, żeby ludzie mieszkający w blokach za nimi nie słyszeli hałasów z ulicy. Patrz, naklejone są tu takie ptaki, które mają pokazywać latającym ptakom, że tu coś jest i że mają uważać, ale nie zawsze to działa i czasem się jakiś ptak zderzy z tą szybą.
– Aha.
– Masz okazję, to się przyjrzyj, jak wygląda sroka. Zobacz, jakie ma pazurki, jakie długie pióra na skrzydłach. Znajdziesz jakiś patyk, żeby ją obrócić?
– Tak – Mały Człowiek poszedł poszukać patyka, po chwili wrócił i razem obróciliśmy srokę na bok. Po chwili zaczął dźgać srokę patykiem.
– Ej, nie dźgaj jej tak.
– A czemu? Ożyje?
– Nie, nie ożyje, ale to było żywe stworzenie i to, że jest teraz martwe, nie znaczy, że masz się nad nim znęcać. Patyk miał ci służyć tylko do obrócenia sroki na bok. Więc zostaw ją w spokoju.
– A ona tu jutro będzie?
– Pewnie będzie.
– A co się z nią stanie?
– Rozpadnie się albo może zje ją jakiś kot - kto wie?
– Nie ożyje?
– Nie.
– Idziemy?
– Idziemy.
– Zobacz, wiesz co to?
– Sroka. A czemu tu leży?
– Uderzyła w tę szybę, pewnie jej nie zauważyła. A jak uderzyła, to spadła i niestety, ale umarła.
– To po co są te szyby?
– Po to, żeby ludzie mieszkający w blokach za nimi nie słyszeli hałasów z ulicy. Patrz, naklejone są tu takie ptaki, które mają pokazywać latającym ptakom, że tu coś jest i że mają uważać, ale nie zawsze to działa i czasem się jakiś ptak zderzy z tą szybą.
– Aha.
– Masz okazję, to się przyjrzyj, jak wygląda sroka. Zobacz, jakie ma pazurki, jakie długie pióra na skrzydłach. Znajdziesz jakiś patyk, żeby ją obrócić?
– Tak – Mały Człowiek poszedł poszukać patyka, po chwili wrócił i razem obróciliśmy srokę na bok. Po chwili zaczął dźgać srokę patykiem.
– Ej, nie dźgaj jej tak.
– A czemu? Ożyje?
– Nie, nie ożyje, ale to było żywe stworzenie i to, że jest teraz martwe, nie znaczy, że masz się nad nim znęcać. Patyk miał ci służyć tylko do obrócenia sroki na bok. Więc zostaw ją w spokoju.
– A ona tu jutro będzie?
– Pewnie będzie.
– A co się z nią stanie?
– Rozpadnie się albo może zje ją jakiś kot - kto wie?
– Nie ożyje?
– Nie.
– Idziemy?
– Idziemy.
niedziela, 23 marca 2014
Cykl życia
Pytanie Małego Człowieka "mamo, a kiedy umarnę?" miało dziś odpowiedź rysunkową:
– Narysuję ci to. Zobacz, ta kropka to początek życia. Rodzi się dzidzia. Kropa na końcu to koniec życia, czyli dzień, kiedy ktoś umiera.
– A jak ktoś umarnie, to jak długo potem żyje?
– No już nie żyje wtedy wcale. Kończy się życie, jak ktoś umrze. Zobacz, ty jesteś teraz mniej więcej tu – rysuję małego chłopca. – A tu jesteśmy my z Tatą – mówię, rysując dorosłego. – Później człowiek jest długo, długo dorosły, starzeje się i wtedy jest trochę stary, a później umiera. O, pan z laską jest stary.
– A czemu zamiast uśmiechu ma taką kreskę?
– Już poprawiam na uśmiech. Pewnie się nie uśmiechał, bo już jest bardzo stary i może nie czuje się najlepiej. O lasce chodzi.
– Aha.
– A na koniec się umiera, wtedy się już nie stoi. Więc rysuję leżącego ludzika, o takiego. Więc sam widzisz, że jeszcze ci sporo czasu zostało.
– No.
W ogóle dziś Mały Człowiek miał jakieś katastroficzne wizje. Tata pojechał na zakupy, a Mały Człowiek spytał po dwóch godzinach, dlaczego Tata nie wraca i co będzie, jeśli Tata nie zdążył na światłach i jakieś samochody w niego wjechały. Poza tym pytał, co się stanie jak człowiek "umarnie w samochodzie", czyli prowadząc samochód. Podsumowując – dziś dzień pytań trudnych i męczących.
– Narysuję ci to. Zobacz, ta kropka to początek życia. Rodzi się dzidzia. Kropa na końcu to koniec życia, czyli dzień, kiedy ktoś umiera.
– A jak ktoś umarnie, to jak długo potem żyje?
– No już nie żyje wtedy wcale. Kończy się życie, jak ktoś umrze. Zobacz, ty jesteś teraz mniej więcej tu – rysuję małego chłopca. – A tu jesteśmy my z Tatą – mówię, rysując dorosłego. – Później człowiek jest długo, długo dorosły, starzeje się i wtedy jest trochę stary, a później umiera. O, pan z laską jest stary.
– A czemu zamiast uśmiechu ma taką kreskę?
– Już poprawiam na uśmiech. Pewnie się nie uśmiechał, bo już jest bardzo stary i może nie czuje się najlepiej. O lasce chodzi.
– Aha.
– A na koniec się umiera, wtedy się już nie stoi. Więc rysuję leżącego ludzika, o takiego. Więc sam widzisz, że jeszcze ci sporo czasu zostało.
– No.
W ogóle dziś Mały Człowiek miał jakieś katastroficzne wizje. Tata pojechał na zakupy, a Mały Człowiek spytał po dwóch godzinach, dlaczego Tata nie wraca i co będzie, jeśli Tata nie zdążył na światłach i jakieś samochody w niego wjechały. Poza tym pytał, co się stanie jak człowiek "umarnie w samochodzie", czyli prowadząc samochód. Podsumowując – dziś dzień pytań trudnych i męczących.
sobota, 15 marca 2014
Umieranie
– Kocham cię mamo.
– Ja też cię kocham. Zawsze będę cię kochać.
– A jak już będę dziadkiem to też?
– Tak.
– A jak umarnę?
– Raczej już wtedy będę nieżywa i nic nie będę czuć.
– A czemu?
– Bo jak się umiera, to się już nic potem nie czuje.
– A gdzie się zaczyna umieranie - od nóg czy od głowy?
– Wow. To ciekawe pytanie. Bardzo. Od serca się zaczyna, bo jak przestaje bić, to przestaje krew pompować i się wszystko w człowieku zatrzymuje. Ale też jak mózg przestaje działać, to człowiek umiera, bo mózg steruje wszystkim i jak przestanie, to wszystko wysiada. Więc właściwie odpowiedź na twoje pytanie brzmi - od głowy.
– Aha. A jak od serca się zaczyna, to biegnie najpierw do nóg czy do głowy?
– Chyba we wszystkie strony. Jak serce się zatrzyma, to krew też się zatrzymuje i przestaje wszystko działać - nerki, żołądek, wątroba, płuca, wszystko.
– A jak umarnę, to będę widział, że umarłem?
– Ale jak widział?
– No jak wyglądam w środku.
– Hmm, raczej nie. Oczy też przestają widzieć jak ciało umiera.
– Aha.
– Ja też cię kocham. Zawsze będę cię kochać.
– A jak już będę dziadkiem to też?
– Tak.
– A jak umarnę?
– Raczej już wtedy będę nieżywa i nic nie będę czuć.
– A czemu?
– Bo jak się umiera, to się już nic potem nie czuje.
– A gdzie się zaczyna umieranie - od nóg czy od głowy?
– Wow. To ciekawe pytanie. Bardzo. Od serca się zaczyna, bo jak przestaje bić, to przestaje krew pompować i się wszystko w człowieku zatrzymuje. Ale też jak mózg przestaje działać, to człowiek umiera, bo mózg steruje wszystkim i jak przestanie, to wszystko wysiada. Więc właściwie odpowiedź na twoje pytanie brzmi - od głowy.
– Aha. A jak od serca się zaczyna, to biegnie najpierw do nóg czy do głowy?
– Chyba we wszystkie strony. Jak serce się zatrzyma, to krew też się zatrzymuje i przestaje wszystko działać - nerki, żołądek, wątroba, płuca, wszystko.
– A jak umarnę, to będę widział, że umarłem?
– Ale jak widział?
– No jak wyglądam w środku.
– Hmm, raczej nie. Oczy też przestają widzieć jak ciało umiera.
– Aha.
niedziela, 19 maja 2013
Sen o umieraniu
– Mamo, a kiedy ja umarnę?
– Oj, to jeszcze długo, długo. Całe życie przed tobą. Umrzesz, jak będziesz bardzo, bardzo stary.
– Ale ja nie chcę umarnąć.
– Synku, nikt nie chce, ale każdy kiedyś umrze. A dlaczego pytasz?
– Bo mi się śniło, że umarłem. Mamo, a czemu się umiera?
– Serce robi się bardzo zmęczone i już nie ma siły. Wtedy przestaje bić i człowiek umiera.
– A jak już umarnę i tak długo już będę umarty, to serce znowu zacznie bić?
– Niestety nie. Jak już przestaje bić, to nie ma już jak zacząć znowu bić. Kiedy to ci się śniło? Dzisiaj?
– Nie. Wcześniej.
– I już tak długo się tym martwisz?
– Tak.
– I dużo o tym myślisz pewnie, co?
– Tak.
– Nie martw się. Jesteś jeszcze małym dzieckiem, dużo życia przed tobą.
– To teraz nie umarnę?
– Nie, na pewno nie. Tak to jest, że się ludzie rodzą i są wtedy maleńcy jak twoja siostra. Później rosną i są tacy jak ty, później jak Kuba, twój kuzyn, potem są dorośli jak ja i Tata, a później jeszcze starsi - jak Babcia i Dziadek. A dopiero później są już tacy bardzo, bardzo starzy, że ich nogi są zmęczone i nie chcą już chodzić, a serce tak zmęczone, że nie ma siły bić. Wtedy się umiera. A ty masz teraz całe życie przed sobą, więc sięnie musisz umieraniem przejmować, ok?
– Ok.
– I pamięaj, że zawsze możesz ze wszystkim przyjść do mnie albo do Taty, bo o takich rzeczach to warto pogadać, a nie zamartwiać się samemu. Umieranie to trudny temat i ciężko to wyjaśnić, ale zawsze możemy pogadać.
– Dobra.
– Oj, to jeszcze długo, długo. Całe życie przed tobą. Umrzesz, jak będziesz bardzo, bardzo stary.
– Ale ja nie chcę umarnąć.
– Synku, nikt nie chce, ale każdy kiedyś umrze. A dlaczego pytasz?
– Bo mi się śniło, że umarłem. Mamo, a czemu się umiera?
– Serce robi się bardzo zmęczone i już nie ma siły. Wtedy przestaje bić i człowiek umiera.
– A jak już umarnę i tak długo już będę umarty, to serce znowu zacznie bić?
– Niestety nie. Jak już przestaje bić, to nie ma już jak zacząć znowu bić. Kiedy to ci się śniło? Dzisiaj?
– Nie. Wcześniej.
– I już tak długo się tym martwisz?
– Tak.
– I dużo o tym myślisz pewnie, co?
– Tak.
– Nie martw się. Jesteś jeszcze małym dzieckiem, dużo życia przed tobą.
– To teraz nie umarnę?
– Nie, na pewno nie. Tak to jest, że się ludzie rodzą i są wtedy maleńcy jak twoja siostra. Później rosną i są tacy jak ty, później jak Kuba, twój kuzyn, potem są dorośli jak ja i Tata, a później jeszcze starsi - jak Babcia i Dziadek. A dopiero później są już tacy bardzo, bardzo starzy, że ich nogi są zmęczone i nie chcą już chodzić, a serce tak zmęczone, że nie ma siły bić. Wtedy się umiera. A ty masz teraz całe życie przed sobą, więc sięnie musisz umieraniem przejmować, ok?
– Ok.
– I pamięaj, że zawsze możesz ze wszystkim przyjść do mnie albo do Taty, bo o takich rzeczach to warto pogadać, a nie zamartwiać się samemu. Umieranie to trudny temat i ciężko to wyjaśnić, ale zawsze możemy pogadać.
– Dobra.
sobota, 27 kwietnia 2013
Umieranie
– Mamo, a tata Olka już umarł.
– Nie wiem tego. Może po prostu mieszka gdzieś indziej.
– Olek mówi, że umarł. Już nie mieszka w tym mieście. Ani w żadnym mieście.
– No może tak. Ja nie wiem.
– Mamo, a ja nie chcę umarnąć.
– O, ja też nie chcę.
– A my wszyscy kiedyś umarniemy?
– Tak. Wszyscy kiedyś umrzemy.
– A co to będzie jak wszyscy umrzemy? Nikt już nie będzie mieszkał w tym mieście?
– To nie jest tak, że wszyscy jednocześnie umrą. Umierają ci bardzo, bardzo starzy, a młodsi żyją. Rodzą się nowe dzieci, takie jak nasza dzidzia. i wszystko płynnie przechodzi. Zawsze ktoś będzie żył.
– A z kogo się te nowe dzieci wezmą, jak wszyscy umrą?
– Tak to jest, że nie wszyscy umrą naraz. Dzieci się rodzą, dorastają i stają się dorosłe. Z dorosłych takich jak ja i Tata powstają nowe dzieci, a sami dorośli starzeją się i jak już są baaardzo starzy, to umierają.
– A jak my umrzemy, to co będzie z samochodami?
– One zostaną. To są rzeczy, więc o ile się nie zepsują, to nie umierają.
– A jak umrzemy, to kto będzie mieszkał w naszym domu? Ktoś inny będzie tu mieszkał?
– Pewnie tak.
– Aha.
– Nie wiem tego. Może po prostu mieszka gdzieś indziej.
– Olek mówi, że umarł. Już nie mieszka w tym mieście. Ani w żadnym mieście.
– No może tak. Ja nie wiem.
– Mamo, a ja nie chcę umarnąć.
– O, ja też nie chcę.
– A my wszyscy kiedyś umarniemy?
– Tak. Wszyscy kiedyś umrzemy.
– A co to będzie jak wszyscy umrzemy? Nikt już nie będzie mieszkał w tym mieście?
– To nie jest tak, że wszyscy jednocześnie umrą. Umierają ci bardzo, bardzo starzy, a młodsi żyją. Rodzą się nowe dzieci, takie jak nasza dzidzia. i wszystko płynnie przechodzi. Zawsze ktoś będzie żył.
– A z kogo się te nowe dzieci wezmą, jak wszyscy umrą?
– Tak to jest, że nie wszyscy umrą naraz. Dzieci się rodzą, dorastają i stają się dorosłe. Z dorosłych takich jak ja i Tata powstają nowe dzieci, a sami dorośli starzeją się i jak już są baaardzo starzy, to umierają.
– A jak my umrzemy, to co będzie z samochodami?
– One zostaną. To są rzeczy, więc o ile się nie zepsują, to nie umierają.
– A jak umrzemy, to kto będzie mieszkał w naszym domu? Ktoś inny będzie tu mieszkał?
– Pewnie tak.
– Aha.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Pęknięte serce
Mały Człowiek ma katar. Smaruję go wieczorem maścią rozgrzewającą, a on pokazuje na swoją klatkę piersiową po prawej stronie i mówi:
– A tu jest serduszko.
– Tak kochanie, trochę obok jest serduszko.
– A co się dzieje, jak pęknie serduszko?
– Oj, to wtedy jest bardzo niedobrze. Jak się nie zdąży do lekarza, który to serce naprawi, to człowiek umiera.
– A jak mi pęknie serce?
– Kochanie, ale wątpię, żeby tak się stało. Serce może pęknąć komuś, kto jest bardzo chory na serce, a nie na katar. Ty masz katar, a nie chore serce.
– Ale jak pęka serce, to co wtedy?
– Są tacy lekarze, którzy potrafią naprawić serce, robią operację i naprawiają. Trzeba to zrobić szybko, a jak się nie zdąży, to człowiek może umrzeć.
– A kto już umarł?
– No na przykład moja babcia i mój dziadek już umarli. Byli bardzo, bardzo starzy i umarli. Tak to jest – jedni umierają, inni się rodzą.
– A gdzie oni są teraz?
– Moi dziadkowie?
– Tak.
– Jak umarli, to ich pochowano, tak to się nazywa, że się chowa umarłych, na cmentarzu. Pamiętasz, jak byliśmy na cmentarzu? Są tam groby i można przyjść, zapalić świeczkę, znicz, położyć kwiaty, żeby pokazać, że się pamięta o tych, którzy umarli.
– Pamiętam.
– Ich ciała były pochowane na cmentarzu, więc są tam, ale niektórzy wierzą, że jak człowiek umiera, to idzie do nieba, do aniołów. Więc może są tam? Nie wiem.
– Hmm.
– No właśnie, hmm.
– A co się stało z ich sercami?
– Rozpadły się.
– A kiedy twoje serce pęknie. Albo się rozpadnie?
– Mam nadzieję, że jeszcze długo nie. Jak będę bardzo, bardzo stara, to umrę, jak każdy, a jak umrę, to moje serce się rozpadnie.
– A kiedy twoja skóra odpadnie?
– O rety, mam nadzieję, że też dopiero wtedy, jak umrę.
– A twojej babci i dziadkowi odpadła?
– No tak, jak człowiek umiera i się go pochowa, to jego ciało rozpada się – i serce, i skóra, i całe ciało. Zostają same kości. To tak jak dinozaury – one już dawno wymarły i zostały po nich tylko kości. Ich całe ciało się rozpadło, a kości nie.
– Takie co są w muzeum? Ale co by było, jakby takie kości miały buzię i mówiłyby "dzień dobry".
– Oj, to by było trochę straszne.
– Tak. I trochę śmieszne.
– Tak, trochę śmieszne też.
– A tu jest serduszko.
– Tak kochanie, trochę obok jest serduszko.
– A co się dzieje, jak pęknie serduszko?
– Oj, to wtedy jest bardzo niedobrze. Jak się nie zdąży do lekarza, który to serce naprawi, to człowiek umiera.
– A jak mi pęknie serce?
– Kochanie, ale wątpię, żeby tak się stało. Serce może pęknąć komuś, kto jest bardzo chory na serce, a nie na katar. Ty masz katar, a nie chore serce.
– Ale jak pęka serce, to co wtedy?
– Są tacy lekarze, którzy potrafią naprawić serce, robią operację i naprawiają. Trzeba to zrobić szybko, a jak się nie zdąży, to człowiek może umrzeć.
– A kto już umarł?
– No na przykład moja babcia i mój dziadek już umarli. Byli bardzo, bardzo starzy i umarli. Tak to jest – jedni umierają, inni się rodzą.
– A gdzie oni są teraz?
– Moi dziadkowie?
– Tak.
– Jak umarli, to ich pochowano, tak to się nazywa, że się chowa umarłych, na cmentarzu. Pamiętasz, jak byliśmy na cmentarzu? Są tam groby i można przyjść, zapalić świeczkę, znicz, położyć kwiaty, żeby pokazać, że się pamięta o tych, którzy umarli.
– Pamiętam.
– Ich ciała były pochowane na cmentarzu, więc są tam, ale niektórzy wierzą, że jak człowiek umiera, to idzie do nieba, do aniołów. Więc może są tam? Nie wiem.
– Hmm.
– No właśnie, hmm.
– A co się stało z ich sercami?
– Rozpadły się.
– A kiedy twoje serce pęknie. Albo się rozpadnie?
– Mam nadzieję, że jeszcze długo nie. Jak będę bardzo, bardzo stara, to umrę, jak każdy, a jak umrę, to moje serce się rozpadnie.
– A kiedy twoja skóra odpadnie?
– O rety, mam nadzieję, że też dopiero wtedy, jak umrę.
– A twojej babci i dziadkowi odpadła?
– No tak, jak człowiek umiera i się go pochowa, to jego ciało rozpada się – i serce, i skóra, i całe ciało. Zostają same kości. To tak jak dinozaury – one już dawno wymarły i zostały po nich tylko kości. Ich całe ciało się rozpadło, a kości nie.
– Takie co są w muzeum? Ale co by było, jakby takie kości miały buzię i mówiłyby "dzień dobry".
– Oj, to by było trochę straszne.
– Tak. I trochę śmieszne.
– Tak, trochę śmieszne też.
czwartek, 11 października 2012
Kolano
– Auć! Ależ ty masz kościste kolano! Zabolało mnie to!
– Mamo, a wiesz dlaczego mam takie kościste kolano?
– Nie, dlaczego?
– Mam takie do umarnięcia. I idę z nim tam, gdzie są dzieci umarnięte.
– A czemu tam?
– Idę, gdzie są dzieci umarnięte i biję je tym kolanem.
– Co? Czemu?
– No bo są niegrzeczne te dzieci.
– O rety. Hmm. Ale czy dlatego, że są niegrzeczne, to ty je musisz bić tym kościstym kolanem?
– Tak.
– A ja uważam, że nawet jak ktoś jest niegrzeczny, to nie można go bić. Nawet kościstym kolanem. Jak ty jesteś niegrzeczny, to my cię nie bijemy. Są inne sposoby załatwiania takich spraw. Tak?
– Tak.
– Mamo, a wiesz dlaczego mam takie kościste kolano?
– Nie, dlaczego?
– Mam takie do umarnięcia. I idę z nim tam, gdzie są dzieci umarnięte.
– A czemu tam?
– Idę, gdzie są dzieci umarnięte i biję je tym kolanem.
– Co? Czemu?
– No bo są niegrzeczne te dzieci.
– O rety. Hmm. Ale czy dlatego, że są niegrzeczne, to ty je musisz bić tym kościstym kolanem?
– Tak.
– A ja uważam, że nawet jak ktoś jest niegrzeczny, to nie można go bić. Nawet kościstym kolanem. Jak ty jesteś niegrzeczny, to my cię nie bijemy. Są inne sposoby załatwiania takich spraw. Tak?
– Tak.
piątek, 28 września 2012
Umarcie
– Mamo, a my kupiliśmy takie paluchy, co ja lubię tak, że aż do umarnięcia będę je lubił.
– O, jak fajnie. To te słodkie paluchy. I aż tak długo będziesz je lubił?
– No. A kiedy my umarniemy? Za ile zim?
– Oj, za tak dużo, że nam palców nie starczy, żeby to pokazać. Bardzo długo jeszcze zanim umrzemy. Tym się nie musisz przejmować.
– Aha.
– O, jak fajnie. To te słodkie paluchy. I aż tak długo będziesz je lubił?
– No. A kiedy my umarniemy? Za ile zim?
– Oj, za tak dużo, że nam palców nie starczy, żeby to pokazać. Bardzo długo jeszcze zanim umrzemy. Tym się nie musisz przejmować.
– Aha.
niedziela, 27 maja 2012
A czy ja umarnę?
– Mamo, a czy ja umarnę?
– Tak, przyjdzie taki dzień, że umrzesz. Ale to jeszcze bardzo, bardzo długo zanim to się stanie. Nie musisz się tym zamartwiać.
– A czy ty już nie rośniesz?
– Nie, ja już nie rosnę?
– A dlaczego jeszcze nie jesteś umarta?
– Przeważnie umierają ci, którzy są bardzo, bardzo, bardzo starzy. Ty i ja jesteśmy jeszcze młodzi i mamy dużo czasu przed sobą. Mam nadzieję...
– Tak, przyjdzie taki dzień, że umrzesz. Ale to jeszcze bardzo, bardzo długo zanim to się stanie. Nie musisz się tym zamartwiać.
– A czy ty już nie rośniesz?
– Nie, ja już nie rosnę?
– A dlaczego jeszcze nie jesteś umarta?
– Przeważnie umierają ci, którzy są bardzo, bardzo, bardzo starzy. Ty i ja jesteśmy jeszcze młodzi i mamy dużo czasu przed sobą. Mam nadzieję...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
