wtorek, 30 grudnia 2014

Chłopaki i dziewczyny

Wieczorem mamy rytuał - przed pójściem spać Milu daje buziaka chłopakom. Dziś to samo.
– Chodź, damy buziaka chłopakom.
– Ehm.
– A kto jest chłopakiem.
– Bibiś – tak Milu mówi na Małego Człowieka.
– Tak. I kto jeszcze?
– Taaata!
– Tak. Super. A kto jest dziewczyną?
Milu zawiesiła się nieco, patrzyła na mnie niepewnie, więc pokazałam na nią palcem:
– Ty jesteś dziewczyną. – Milu skinęła głową i uśmiechnęła się z błyskiem zrozumienia w oku – I kto jeszcze?
– Maaama!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Tanecznie i śpiewająco

Wieczór upłynął nam pod znakiem śpiewów i tańca. Mały Człowiek odkrył, że kiedy się nie drze i nie piszczy, to potrafi całkiem ładnie śpiewać, a Milu domagała się tego śpiewania, bo potrzebowała akompaniamentu do nowych figur tanecznych, czyli obrotów z ugiętymi kolankami i z rączką w górze. Tak więc przez kilkanaście minut śpiewaliśmy z Małym Człowiekiem na zmianę "My jesteśmy kotki dwa", "Na bębenku sobie gram" i "Panie Janie", po czym, kiedy w gardłach nam zaschło, Milu zaczęła podśpiewywać sobie sama: "Janie, Janie, bim bom bom bim bim Janie". Wieczór uroczy, zakończony żałosnym skowytem Milu na słowa, że czas już spać. Tańczyć w życiu będzie, jak nic.

wtorek, 23 grudnia 2014

środa, 17 grudnia 2014

Ciekawość vs ochrona prywatności

Milu leży na materacu, przewijam ją. Ma rozłożone nóżki, więc wszystko widać. Obok stoi Mały Człowiek i się przygląda. Nagle Milu usiadła, ale Mały Człowiek nie zdążył się jeszcze napatrzeć.
– A co tam jest? Pokaż?
– Jest dziurka, którą Milu robi siusiu, druga dziurka, którą mają dziewczynki, potem jest skóra, a dalej dziurka, którą Milu robi kupkę, czyli odbyt.
Małemu Człowiekowi to wyjaśnienie nie wystarczyło i próbował wetknąć Milu paluszek między nóżki, żeby je nieco rozchylić. Milu zareagowała szybko - zacisnęła uda, położyła na nich rączkę i patrząc Małemu Człowiekowi prosto w oczy, powiedziała pewna siebie:
– Moje.
Da sobie radę w życiu dziewczyna :) A Mały Człowiek od razu dostał informację, że intymne części ciała są prywatną sprawą każdego i bez pozwolenia nie może tak po prostu kogoś obmacywać. Nie ma to jak lekcja od młodszej siostry.

środa, 10 grudnia 2014

Robak w głowie

– Co fajnego robiliście dziś w przedszkolu?
– Nie wiem.
– A byłeś dziś w przedszkolu?
– Tak, ale nie pamiętam.
– To sobie przypomnij.
– Nie mogę.
– Dlaczego?
– Bo nie wiem jak.
– Musisz sięgnąć do swoich myśli i wtedy sobie przypomnisz.
– Nie mogę, bo w mojej głowie mieszka robak, który mi chowa myśli do bagażnika i ja nie mogę się do nich dostać.
– A jak pokonać tego robaka i się go pozbyć? Jest jakiś sposób?
– Trzeba jeść dużo ziemniaków. Bo on wtedy zżera te ziemniaki i pada. I wtedy ja mogę się dostać do tego bagażnika, bo on się w trymiga zawija i rozwija.
– Aha, czyli od jutra na obiad robimy dużo ziemniaków.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Przeszłość i przyszłość

Czytamy bajkę o Franklinie, który chce hulajnogę. Mama mówi tam do niego, że "może w przyszłym roku". Czytam, szepcząc, żeby nie obudzić Milu, więc Mały Człowiek nie usłyszał dokładnie i pyta:
– W przeszłym roku? Ale to musieliby się cofnąć.
– Nie w przeszłym, w przyszłym. Przeszły to ubiegły, zeszły, a przyszły to następny, dopiero będzie.
– To nie w przeszłym?
– W przyszłym, następnym.
– Bo czasu cofnąć nie można. Życia cofnąć nie można.
– Tak, bardzo mądra uwaga. Życia cofnąć nie można. Ale w głowie masz to, co było i zawsze możesz sięgnąć do wspomnień i przywołać to, co dobrego się zdarzyło.
– Właśnie.

niedziela, 7 grudnia 2014

Magik

Bez zbędnych komentarzy - wystarczy się przyjrzeć:


Magik w trakcie pokazu poczuł zew natury, w końcu każdy kiedyś musi robić siku, prawda?

piątek, 5 grudnia 2014

List do Mikołaja

Właściwy list do Mikołaja już dawno został wysłany, teraz powstają nowe wersje, już bezstresowe. Ta poniżej to wersja pisana "po warszawsku", bo przecież Mikołaj każdy język zna. Nie będę zdradzać treści, choć ją znam. Obok Mikołaja stoi Elf, który ma dopiero 5 lat, więc jest jeszcze bardzo młody i się uczy. W worku widać zabawki, o które prosiły dzieci - tramwaj, lalkę i inne prezenty.

czwartek, 4 grudnia 2014

Pisanie po warszawsku

Mały Człowiek uczy się literek, ale nadal jest to dla niego trudne. Chciałby już pisać płynnie i sprawnie, a nie potrafi. Wymyślił więc własne pismo, w którym jest biegły:


Po lewej – list. Napisany jest "po warszawsku". Ponieważ nie potrafię czytać i pisać po warszawsku, Mały Człowiek postanowił uchylić mi rąbka tajemnicy i napisał kilka prostszych wyrazów, ilustrując je obrazkami. Dzięki temu wiem już, jak napisać kot, samochód, łyżwa, helikopter, marchewka, dom i meleks. Podstawowe słowa.

wtorek, 2 grudnia 2014

Kółka i ślimaki

Milu podpatruje brata i też rysuje. Weszła właśnie w fazę kółek, które wychodzą jej wyjątkowo dobrze. Rysuje głównie ślimaki:



Małemu Człowiekowi nie wszystkie się podobają i czasem je ulepsza:

praca wspólna - Milu i Mały Człowiek

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Menażeria Małego Człowieka

Mały Człowiek ostatnio dużo rysuje. Jednym z tematów rysunków są zwierzęta. Rysunki są często niepełne, to tylko próby, bez "scenki", ale jest tego dużo i są to twory urocze. Dziś więc duuużo sztuki Małego Człowieka:

ptaki, misiu, kot i coś 
dinozaury, w tym mama z dzidzią w brzuchu
raczkująca dzidzia, jeż rozwinięty, Mama...
jeż rozwinięty i zwinięty
pelikany
wieloryb
koty
 I dla odmiany coś niezwierzęcego:

jazda figurowa na łyżwach

poniedziałek, 24 listopada 2014

Kim jestem

Na korytarzu wisi huśtawka. Milu ciągle chce się huśtać. Po powrocie z pracy od razu usłyszałam "buju". Podniosłam Milu, żeby posadzić ją na huśtawce i poczułam, jak mocno przybrała na wadze:
– Ależ ty jesteś już ciężka. Jesteś małym... – już miałam powiedzieć "grubaskiem", tak przynajmniej pomyślałam, ale Milu szybko dopowiedziała cała z siebie zadowolona:
– Misiem.
Tak więc mam w domu małego misia :)

PS. żadne z nas nie mówi do Milu pre "misiu", raczej "kiciu", więc sama to wymyśliła.

niedziela, 16 listopada 2014

wtorek, 11 listopada 2014

Coś pięknego

Krótki liścik, który jest uwieńczeniem pięknego weekendu i przecudownego dnia razem. Pierwszy raz samodzielnie napisane, od serca:




poniedziałek, 10 listopada 2014

Laptop - rękodzieło

A teraz wpis samochwalczy :) I jednocześnie zachęcający wszystkich rodziców, którzy to przeczytają, do tworzenia własnych, kreatywnych zabawek dla swoich dzieci.

Zrobiłam dziś dziecku laptopa. Marzył o swoim własnym, żeby Tatę naśladować w codziennym "wysyłaniu pracy". Powstał z pudełka i tektury pokrytej białym lakierowanym papierem, który okazał się być cudowną podstawą ekranu suchościeralnego - można po nim pisać i zmazywać, co daje laptopowi dodatkową funkcję. Dziś przerobiliśmy wszystkie cyferki, literki i układ klawiatury. I wcale więcej Małemu Człowiekowi nie trzeba. Był przeszczęśliwy, kiedy dostał swoją nową zabawkę.
Laptopa można spokojnie zamknąć i odstawić na półkę, wziąć w podróż czy postawić w wymyślonym biurze – daje niesamowite możliwości. Ma układ klawiszy zupełnie jak w laptopie Taty :)
Już się nie mogę doczekać kolejnych zabaw z nim w roli głównej :)


Święto Niepodległości

– Mamy długi weekend!
– Tak, a wiesz dlaczego?
– Dlaczego?
– Jutro jest święto. Wiesz jakie?
– Nie.
– Święto Niepodległości.
– A co to?
– Dawno temu trzy kraje sąsiadujące z Polską wymyśliły sobie, że podzielą się naszym krajem. Były silniejsze i jak postanowiły, tak zrobiły. Każdy wziął kawałek Polski i wprowadził tam swoje zasady. Nie było już Polski, a w każdej z części naszego kraju zajętej przez te trzy obce kraje panowały nowe zasady. Nie można już było żyć normalnie, jak do tej pory, nie można było mówić po polsku, obchodzić polskich świąt i sanować polskich zwyczajów. To była niewola, takie więzienie we własnym domu. Po 123 latach takiej niewoli - to baaardzo długo, dłużej niż żyje jeden człowiek - udało się Polakom wywalczyć wolność i odzyskać ukradziony kraj, ziemie. I ten dzień, dzień odzyskania wolności, niepodległości innym krajom, świętujemy.
– A to było niedawno?
– Nie, to było 96 lat temu, więc już całkiem dawno temu. Ale ciągle o tym pamiętamy i świętujemy, że teraz możemy swobodnie w naszym kraju żyć i że jesteśmy wolni.
– Aha.

Z okazji Święta Niepodległości powstała nasza pierwsza flaga zrobiona wspólnie z papieru. Jutro będzie cały dzień zdobić nasz balkon i mówić wszystkim, że pamiętamy.


niedziela, 9 listopada 2014

Specjalność dzieci

Mały Człowiek tuż przed zaśnięciem skakał po łóżku i gadał głupoty.
– Przestań już te głupoty gadać i się kładź. To jest chyba specjalność dzieci, żeby przed spaniem tak się zachowywać.
– Nie, to nie jest specjalność dzieci.
– A co?
– Specjalność dzieci to jest skakanie po meblach. I jak jeden rodzic powie nie, to dziecko idzie do drugiego i drugi mówi tak - to jest specjalność dzieci.

czwartek, 6 listopada 2014

Zęby

Co jakiś czas sprawdzamy, czy Małemu Człowiekowi nie rosną stałe szóstki albo czy się któryś ząb nie rusza. Dziś wieczorem to samo.
– O, ten się tu troszkę rusza. A tu z tyłu jest mały guziołek, którego ostatnio nie było. Czyli coś rośnie.
– Jupi! To dorosły ząb rośnie?
– Tak, dorosły. Teraz będziesz musiał jeszcze bardziej o ząbki dbać, zwłaszcza o tego dorosłego.
– A dlaczego?
– Bo stałe zęby muszą ci posłużyć do końca życia. No, do starości.
– A jak nie będę dbał?
– To ci się zepsują i trzeba będzie naprawić. Albo wyrwać. A wtedy już nowy ząb tam nie urośnie i dziura będzie między zębami.
– I co wtedy?
– Można wstawić nowe zęby, sztuczne.
– A jak?
– Idzie się do protetyka i on robi takie sztuczne zęby i montuje się je na takich stelażach wyjmowanych. Dużo starszych osób ma takie sztuczne zęby.
– A babcia ma?
– Tak.
– A druga też?
– Tak.
– A dziadek?
– Myślę, że już tak.
– I drugi też?
– Może. Będziemy w weekend u nich, to jak jesteś ciekawy, to możesz się ich spytać.
– Niee.
– To się możesz dyskretnie przyjrzeć ich zębom i zobaczyć, czy wyglądają ładnie.
– A jak wygląda sztuczny ząb?
– Jak zdrowy normalny ząb. A często nawet ładniej niż prawdziwe zęby.
– A jak mi będzie wypadał ząb, to będzie krew?
– Może troszeczkę, a może wcale. A jak ci będzie ten nowy z tyłu dorosły ząb rósł, to może trochę boleć.
– A czemu?
– Zobacz, moja pięść to ząb, a kołdra to dziąsło. Ząb chce się przebić przez dziąsło jak pięść przez kołdrę. Musi sobie dziurę wydłubać i to może być mało przyjemne. Ale wcale nie musi. Językiem tam pewnie będziesz ostro temu ząbkowi pomagał.
– Tak. Bo on tam będzie robił puk, puk, puk, aż w końcu wylezie.
– Tak.
– Fajnie. I przyjdzie wróżka-zębuszka z pieniążkiem, jak mi wypadnie ten, co się rusza.
– Tak.
– Super.

środa, 5 listopada 2014

Miś Trąbulek

Kolejne dzieło Małego Człowieka.Po prostu podszedł do stołu, wziął kartkę i narysował. Wg mnie jeden z fajniejszych rysunków. Ostatnio bardzo lubi rysować markerem :)


Uwagę zwraca doskonała anatomia :)

wtorek, 4 listopada 2014

Naprawa samochodu

Dzieci się twórczo realizują ostatnio. Codziennie nowe rysunki :) Tym razem nie potrzeba komentarza:


Rysunek został później przerobiony - pan okazał się być policjantem, a samochód radiowozem z dużą ilością kogutów. Może dlatego pan się tak uśmiecha - bo zepsuty samochód nie jest do końca jego i nie zapłąci za naprawę :)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Płonące samochody

Mały Człowiek oglądał z Tatą filmik, na którym płonęły nówki sztuki samochody na piętrowej lawecie. Zaczęło się od dolnego, później przeszło na inne. Jedno auto udało się uratować. Film głęboko zapadł mu w pamięć, bo odtworzył go, rysując. Podczas rysowania opowiadał całą historię, jednak zmienił zakończenie. W oryginale przyjechały tylko stare wozy strażackie, u niego dodatkowo przyleciał helikopter i wszystko ugasił:


piątek, 31 października 2014

Niekochane dzieci

Leżymy razem z Małym Człowiekiem wieczorem, rozmawiamy.
– Kocham cię.
– Ja ciebie też kocham. A jakbyś mnie nie kochała?
– Nie wyobrażam sobie tego. Jesteś moim skarbem wielkim.
– A jakbym zginął?
– Nawet tak nie mów. To by była tragedia. Płakałabym cały czas.
– A czemu?
– Bo tak bardzo cię kocham, że nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
– A jakbyś nie kochała?
– Nie umiem sobie tego wyobrazić, a ty umiesz?
– Nie.
– Jeśli jakiegoś dziecka mama nie kocha, to musi to być bardzo, bardzo przykre. Nawet nie chcę, żebyś myślał o tym, takie to smutne.
– Bardzo smutne.

czwartek, 30 października 2014

Czy są duchy?

Mały Człowiek miał się dziś przebrać do przedszkola za ducha na dzień duszka Kacperka.
– Mamo, a są duchy? Tak naprawdę?
– Niektórzy wierzą, że są, a inni mówią, że nie ma.
– A ty jak wierzysz?
– A ja nie wiem.
– A ja myślę, że są. Bo duchy są zmarłe.
– Jak ktoś wierzy, że ludzie mają duszę, to wierzy też, że jak człowiek umiera, to ta dusza zamienia się w ducha.
– No, bo duchy są zmarłe.

sobota, 25 października 2014

2 w jednym

Mały Człowiek ma ciekawą kresę, kiedy rysuje. Jest charakterystyczna na tyle, że w przedszkolu nie muszę szukać po imionach jego prac, ale od razu widzę, że praca jest jego. W ciągu ostatnich kilku dni narysował w domu serię zwierzęcą, która jest bardzo w jego stylu:

Sowa. Ma w brzuszku sowę-dzidzię. Właśnie upolowała mysz.
U góry krokodyl. Na dole orzeł.


 Mieliśmy też wspólne rysowanie zamku, gdzie zadaniem było narysowanie jak największej ilości szczegółów. Mały Człowiek twierdził, że nie potrafi narysować zamku, więc czekał, aż ja narysuję swój. Odwzorowywał i mało w tym rysunku było jego inwencji. Do czasu. Kiedy znudziło mu się naśladowanie (tak gdzieś w połowie rysowania), dodał trebusze (dzięki Rycerzu Mike'u za znajomość terminologii), w tym jeden podobny do czołgu, oraz worek węgla do zrzucania na atakującego wroga. Ja w tym miejscu miałam smoka :)


Rysunek wykonany innym narzędziem, innym stylem i jakby był dziełem innego Małego Człowieka. 2 artystów w jednym mam. A może nawet więcej :)

czwartek, 23 października 2014

Pacze

Karmię Milu wieczorem, przed snem. Pije i nasłuchuje. Co chwilę odrywa się i coś komentuje. W pokoju obok popłakuje Mały Człowiek.
– Pacze.
– Tak, płacze. Ale będzie dobrze, Tata go pocieszy.
Pije dalej. Po chwili Mały Człowiek zaczął jęczeć.
– Pacze.
– Nie, nie płacze. Raczej jęczy. To nic, pewnie marudzi po prostu.
– Jećy.
– Tak, jęczy. Pij spokojnie.
Po chwili Mały Człowiek znów zaczął płakać.
– Jednak pacze.
– Tak, masz rację, jednak płacze.
– No.

środa, 22 października 2014

Wybuch

Jedziemy samochodem. Rozmawiamy o czymś, już nie wiem o czym.
– Już mi nic nie mów, bo zaraz wybuchnę – powiedział w końcu Mały Człowiek i nadął policzki.
– Tylko mi tu nie wybuchaj, bo zapaskudzisz cały samochód. Kto tu będzie sprzątał?
– No na pewno nie ja, bo jakbym wybuchł, to już by mnie nie było, prawda?
– Prawda.

wtorek, 21 października 2014

Dziecięca dorosłość

Mały Człowiek bawił się mydłem i robił "śmietanę" czyli wielką pianę. Bawił się długo i radośnie, po czym okazało się, że zużył całą butelkę mydła w płynie. Wkurzyłam się. Uzgodniliśmy, że już tak nie będzie robił i uznałam, że sprawa jest skończona.
Nie uzupełniłam jeszcze butelki z mydłem, obok stała butelka z mydłem dziecięcym. Po przyjściu z przedszkola Mały Człowiek i ja poszliśmy umyć ręce i okazało się, że i ta druga butelka jest pusta, czyli że do zabawy zużył 2 butelki mydła! Zagotowało się we mnie, ale z wymuszonym spokojem spytałam:
– I co teraz? Czym umyjemy ręce, skoro zużyłeś aż dwie butelki mydła? Skąd weźmiemy mydło?
– Poczekaj - powiedział Mały Człowiek i poszedł do swojego pokoju.
Po chwili wrócił i wręczył mi dwie jednozłotówki:
– Proszę, to na mydło.
Potem poszedł do Taty i jemu też wręczył dwie monety.
– Rety, mój drogi, to co właśnie zrobiłeś, było bardzo dorosłe, wiesz? Możesz być z siebie dumny. Te dwie monety weź, 2 zł wystarczą na nowe mydło, dziękuję.
– Proszę.

Będą z niego ludzie :)

piątek, 10 października 2014

Kocham cię w wersji Milu

Tulimy się z Milu i mówię:
– Kocham cię bardzo, wiesz?
– Konanie – odpowiedziała. – Konanie.
Świetnie przekręca słówka :)

środa, 8 października 2014

Grupy

Mały Człowiek układa klocki w dwóch stosikach i nagle mówi zadowolony:
– Patrzcie, ułożyłem dwie grupy.
– Dupy – odparła Milu.
– Milu, nie dupy, tylko grupy. Gru-py.
– Du-py.
– Gru-py. Grupy.
– Du-py. Dupy.
I taka to z nią rozmowa...

niedziela, 5 października 2014

Nieznoszenie

Mały Człowiek podszedł do mnie i mnie potargał. Tak po prostu. Bardzo tego nie lubię, więc zdenerwowana powiedziałam:
– Grrr, jak ja tego nie znoszę! Nie znoszę, jak tak robisz. Więcej tak nie rób.
– E tam, jakoś to znosisz, jakoś znosisz.

czwartek, 2 października 2014

Bez rąk i nóg

Bierzemy udział w przedszkolnej akcji "przygarnij lalkę", gdzie trzeba wziąć sponiewieraną lalkę przedszkolną do domu, umyć ją, ubrać i oddać z powrotem do przedszkola. Lalka jest goła, a Mały Człowiek zauważył:
– Mamo, a ona ma pupę.
– Pewnie że ma. Nie można nie mieć pupy.
– Można.
– Nie można.
– A czemu?
– Na czymś trzeba siedzieć. Ale tak poważnie, to można nie mieć różnych części ciała, ale wydaje mi się, że pupę to ma każdy. Można żyć bez rąk, bez nóg, bez oka, ucha i innych części, ale pupę to każdy ma. Wiesz, jest taki pan, który nie ma rąk i nóg. I on jeździ po świecie i opowiada, że można tak żyć - bez różnych części ciała właśnie.
– Jak to?
– Mogę ci go pokazać, chcesz?
– TAK!
Pokazałam więc Małemu Człowiekowi Nicka Vujicic, człowieka bez rąk i nóg, za to z wielkim sercem. Pokazałam mu filmy, na których Nick gra w piłkę, pływa łodzią, pływa w basenie, zjeżdża na zjeżdżalni i robi masę innych fajnych rzeczy. Opowiedziałam mu o tym, że spotyka się z ludźmi i pokazuje im, że ich problemy są małe, że mogą je przezwyciężyć, skoro on może szczęśliwie żyć ze swoimi brakami, mieć piękną żonę, syna i radosne życie pełne dobrych wrażeń.
– A co jakbym ja nie miał rąk i nóg?
– Nic. Kochalibyśmy cię mocno i pomagalibyśmy ci we wszystkim.
– A co mógłbym robić?
– Wszystko, na co tylko pozwalałoby ci twoje ciało, tak jak ten pan, który robi przecież masę fajnych rzeczy mimo braku rąk i nóg.
– A jeździłbym na wózku?
– Pewnie tak.
– A są takie wózki dla dzieci?
– Są, choć myślę, że takie maluchy to zwykłymi wózkami dziecięcymi jeżdżą, a dopiero starsi takimi specjalistycznymi.
– A ten pan może jeździć samochodem?
– Może, ale pewnie jako pasażer.
– Bo nie ma rąk, żeby trzymać kierownicę, ani takich długich nóg, żeby dosięgnąć na dół.
– Właśnie.
– A co jak ten pan jest sam, a musi wyjść z domu coś załatwić?
– Zwykle jest pewnie z kimś, ale jeśli byłby sam, to pewnie zadzwoniłby po taksówkę. I ktoś by go zawiózł.
– A jak by zadzwonił?
– Tu akurat nie ma problemu. Albo ustami i np. ołówkiem wybrały numer, albo może ma telefon, gdzie wystarczy powiedzieć numer i telefon sam zadzwoni.
– A taki telefon jest zawsze włączony?
– Wystarczy dotknąć i się włącza.
– Fajnie. To włącz już bajkę.
I tak od lalki, przez brak rąk i nóg, doszliśmy do telefonów i bajek... Rozmowa nie do zapomnienia.

wtorek, 30 września 2014

Pan Super czyli ziemniaczany bohater

Wczoraj robiliśmy z Małym Człowiekiem pacynkę z ziemniaka na konkurs przedszkolny. Dawno razem nie robiliśmy czegoś podobnego. Praca była świetna, wykorzystaliśmy złom ze złomowiska Małego Człowieka (ostatnio z pasją rozwala swoje zepsute lub zniszczone samochody tłuczkiem do mięsa...). Oto efekty. Przedstawiam Pana Super (nazwa wymyślona przez Małego Człowieka):








Zdjęcia niestety nie oddają uroku Pana Super, który jest policyjnym bohaterem z magiczną peleryną i fryzurą Elvisa. Dla mnie zabójcze są okulary, wykonane z resztki szyby auta policyjnego i niebieskiego spinacza. Szyba pomalowana jest moim niebieskim lakierem do paznokci (dawno temu, podczas prób renowacji auta). Nos z kierownicy też jest niczego sobie :)


poniedziałek, 29 września 2014

Gile

Leżymy z Małym Człowiekiem wieczorem na łóżku i czytamy bajki. Mały Człowiek ciągle dłubie w nosie i je gile.
– Oj, chyba od jutra będziesz ciągle gile jadł. Na śniadanie dam ci swoje, na obiad dostaniesz Taty, a wieczorem, zamiast kakao, dostaniesz gile Milu. Akurat ma katar, więc sporą kolację będziesz miał.
– Nieee, żartujesz. Żartujesz?
– Nie. Przecież tak lubisz gile jeść. I w przedszkolu powiem pani, żeby na obiad ci dała gile wszystkich dzieci.
– Ale naprawdę?
– No tak.
– Powiesz pani?
– No powiem.
– Nie mów.
– Dlaczego?
– Bo ja tylko swoje gile lubię.
– To zamknę ci nos na 7 spustów – powiedziałam i chwyciłam Małego Człowieka za nos. Zaczął się bronić, ale dawałam radę łapać go za nos, aż doliczyłam do 7. – No, zamknięty nos na 7 spustów. Teraz jak będziesz dłubał w nosie i gile zjadał, to z jednej dziurki będą gile Olka, a z drugiej gile Maksika. Takie to magiczne spusty.
– Nieee! - Mały Człowiek zaczął się śmiać. – To zamknij mi na jeszcze jeden spust.
– Ale tylko 7 spustów jest magicznych.
– Ten będzie super magiczny. I już nigdy nie będę jadł gili.
– No dobra. Broń się! Będzie ósmy spust.

Magia 8 spustu nie podziałała... Ale zabawa była przednia :)

sobota, 27 września 2014

Prutki

Milu siedzi i puszcza bączki.
– A kto to tak pruta?
Po krótkim zastanowieniu Milu odpowiada:
– Pupa.
Myśli jeszcze chwilę i dodaje:
– Sama.

:) uwielbiam nasze pierwsze rozmowy.

wtorek, 23 września 2014

O Jezu!

Siedzimy razem z Małym Człowiekiem i Milu na łóżku. Małemu Człowiekowi coś spadło na podłogę, co skomentował żywiołowym:
– O Jezu!
Milu natychmiast powtórzyła:
– Oesu!
Mały Człowiek przewrócił oczami, klepnął się w czoło i podsumował:
– O nie, dwa Jezusy...

poniedziałek, 22 września 2014

Mimi (Milu) mówi

Zapominamy szybko o tym, jakie były początki wszystkiego u naszych dzieci. Gdyby nie to, że mam gdzie wrócić do moich rozmów z Małym Człowiekiem, to bym ich w życiu nie pamiętała. Te spisane rozmowy przypominają o różnych sprawach, tak jak zdjęcia przypominają dawno zapomniane sytuacje i zdarzenia.
Żeby nie zapomnieć o tym, co mówi na początku swojej nauki mówienia Milu, spisuję. Hurtem.

Milu mówi o sobie teraz Mimi. Na Małego Człowieka - Bibiś. Co ciekawe, on też tak o sobie mówił, kiedy był w jej wieku. A ona sama to wymyśliła :) Może tak brzmi dla dzieci jego imię.
Zasób słów Milu jest dość obszerny. Powtarza wiele rzeczy, słowa, które są użytkowe, ale też te, które jej się po prostu spodobają. Na topie jest "osa" i "basen", "chce", "nie ce", "poszę", a dziś nawet zaczęła powtarzać "pepasiam". Często mówi "miś" i to na różne zwierzęta, choć zwykle zwierzęta określa poprzez dźwięki, które wydają. Z wyjątkami - jest "koza" i "kiciuś". Wszystkie małe, okrągłe owoce to "kulki". Jest już "ja", "mamy" i "taty", a więc pojawiła się tożsamość i świadome odmiany. Tych słów jest dużo, dużo, coraz więcej. Za kilka tygodni pewnie utniemy sobie naszą pierwszą rozbudowaną pogawędkę :) Już się nie mogę doczekać.


niedziela, 21 września 2014

Kawa

Późnym popołudniem wróciliśmy do domu i padnięci usiedliśmy całą czwórką na kocu na podłogowy piknik.
– O rety, a my dziś nie piliśmy kawy – mówię do Taty.
– No nie – potwierdził.
– Ale przecież kawa nie jest najważniejsza – mówi Mały Człowiek.
– Wiesz, niektórzy ludzie myślą, że jest i że bez kawy nie dadzą rady normalnie działać przez cały dzień.
– A Ty jak myślisz? – spytał.
– Dziś by mi się ta kawa przydała, bo czuję się zmęczona. Ale rzeczywiście, kawa nie jest najważniejsza.
– Aha.

poniedziałek, 8 września 2014

Pająki

Po spacerze po lesie:
– Fajnie tak pochodzić po lesie, co?
– Tak, tylko te pająki...
– Oj, ja też tego nie lubię. Byłoby super bez tych pająków.
– Właśnie. Zaraz wezmę moją różdżkę i wszystkie znikną. Abrakadabra, czary mary, niech te pająki wszystkie znikną!
– Nie! Nie mogą zniknąć, one są w lesie potrzebne.
– A do czego?
– No nie wiem, muchy zjadają, pomagają w lesie. Tam wszystkie żyjątka są potrzebne. Byle tylko na ludzi nie wpadały albo ludzie na nie.
– O! Zdążyłaś w ostatniej chwili. Moja różdżka jeszcze da radę to odkręcić. Abrakadabra, czary mary, niech te pająki wracają, tylko niech na ludzi więcej nie wpadają!

sobota, 6 września 2014

Ocena dla rodziców

Wsiadając do samochodu byliśmy świadkami strasznej dla mnie sceny. Jadąc, rozmawialiśmy o tym, co zaszło.
– Straszne to.
– Ale co?
– Słyszałeś, jak ta pani krzyczała na swoje dziecko?
– Tak.
– Źle robi. Nie powinno się tak krzyczeć na nikogo i tak wyzywać. To okropne.
– Tak. Tak chyba robią ci, co nie kochają swoich dzieci.
– Myślę, że je kochają, tylko nie myślą, że im krzywdę w ten sposób robią. Ja bym nie chciała, żeby ktoś na mnie tak krzyczał i mnie obrażał.
– Ja też nie. A te dzieci to potem się tego uczą.
– No właśnie. I do innych się tak będą odnosić.
– I na swoje dzieci będą też pewnie tak krzyczeć. Oj, niedobrze.
– Właśnie, niedobrze. My tak na szczęście nie robimy.
– Ale też czasem się złościcie na mnie.
– Zgadza się, złościmy się czasem, jak każdy. Ale nie krzyczymy na ciebie wtedy, prawda? Nie obrażamy i nie bijemy, tak?
– Nie. Dobrze, że tak nie robicie.
– Jak coś nam się nie podoba, to rozmawiamy z tobą, dyskutujemy, ale nie robimy ci krzywdy, zgadza się?
– Aha.
– To jak nam wychodzi bycie rodzicami?
– Całkiem dobrze.

piątek, 5 września 2014

Gęsia skórka

Z pozdrowieniami dla dziadka Janka :)

Tuż przed zaśnięciem czytaliśmy kolejny tekst z książki "Tato, a dlaczego?" - tym razem o gęsiej skórce.
– A ty wiesz, co to jest gęsia skórka?
– Tak. To takie na rękach co się robi jak zimno jest.
– Tak. Włosy się podnoszą i się takie guziołki pojawiają. To czytamy, po co nam one. Ciekawe...
I tak sobie czytamy, a tam informacja, że jedną z funkcji, jakie u zwierząt pełni gęsia skórka, to zapewnienie ciepła poprzez podniesienie włosów.
– Ej, to dziadkowi chyba nigdy nie było zimno.
– Ha, ha, ha. Bo ma tyle włosów wszędzie?
– Tak.
– Jednak czasem zimno mu jest. Nie ma sierści, tylko włosy. Ale to dobre było.


czwartek, 4 września 2014

Strumień "a co to?"

Kąpię Milu. Mały Człowiek nie chce wejść do wanny, tylko kręci się obok i się bawi. Co chwilę wpada na mnie i utrudnia mi mycie. W pewnym momencie wymyśla nową zabawę.
– Odsuń się proszę, bo nie mogę Milu spłukać włosów. Milu, gdzie jest lampa? – Milu patrzy do góry, spłukuję, a on mówi:
– O, nigdy nie widziałem lampy. A co to lampa?
– To dziwne, bo masz lampę nad swoją głową. To to, co świeci.
– A co to świeci?
– Świeci coś, co daje światło.
– A co to światło?
– Coś, co sprawia, że widzisz.
– A co to widzisz?
– Widzieć to odbierać świat oczami.
– A co to świat?
– Wszystko to, co cię otacza. Twoje otoczenie.
– A co to otoczenie?
– To, co dookoła.
– A co to dookoła?
– To otoczenie, świat wokół.
– A co to świat?
– To, co cię otacza?
– A co to otacza?
– Zepsułeś się...

środa, 3 września 2014

Po co pani młotki

Tata rano oświadczył, że Mały Człowiek przed zaśnięciem spytał "po co pani młotki?". Chodziło o panią z przedszkola. Dziś było zebranie, więc wykorzystałam sytuację i spytałam panią, po co jej młotki. Pani wyjaśniła, że to nie dla niej, tylko dla dzieci, że to zabawkowe młotki do przybijanek i że dzieci mogą z nich jak najbardziej korzystać. Po powrocie z zebrania mówię:
– Spytałam panią, po co jej młotki.
– I co? Do zabijania?
Tu właściwie mogłabym skończyć, ale dam jeszcze oficjalną odpowiedź :)
– Nie, nie do zabijania. No co ty. To są młotki do takiej zabawki dla dzieci, gdzie się przybija elementy do tabliczki, tka przybijanka. Masz coś takiego. Możemy znaleźć jutro. Albo pobawić się w przedszkolu.

sobota, 30 sierpnia 2014

O umieraniu raz jeszcze

– A ty masz kogoś, kto umarł?
– Mam.
– A kogo?
– Moich dziadków.
– A oni umarli?
– Tak.
– A dlaczego?
– Bo byli już bardzo starzy. Tak już jest w życiu, że ludzie się starzeją i w końcu umierają.
– A kochałaś ich?
– Bardzo.
– Ja bym nie chciał, żeby mi umarł ktoś bliski.
– No tak, to jest przykre.
– A jak oni umarli to płakałaś?
– Bardzo.
– I co potem?
– Potem już nie płakałam. Najpierw było mi bardzo przykro, ale z czasem to uczucie minęło. Takie jest po prostu życie.
– Ja też bym płakał jak ktoś bliski by mi umarł. A jak Tata umrze?
– Mam nadzieję, że nie wcześniej to nastąpi niż za 100 lat.
– A jak dzisiaj umrze?
– Tfu, wypluj to. To by była tragedia.
– Tak. Bardzo bym płakał.
– Ja też.

piątek, 29 sierpnia 2014

Gdy zatrzyma się ziemia

Czytamy o tym, skąd biorą się pory roku. W tekście jest informacja, że Ziemia nieustannie się obraca, nie zatrzymując się ani na chwilę. Mały Człowiek od raz pyta:
– A co jak zatrzyma się Ziemia?
– Ziemia nie może się zatrzymać.
– Ale jak się zatrzyma, dziś na przykład?
– Twoje pytanie jest czysto teoretyczne. Ale dobra. To byłby koniec świata.
– A dlaczego?
– Bo Ziemia obraca się z wielką prędkością i jakby się zatrzymała, to by się wszystko na niej pokićkało. Powodzie by wielkie były i takie tam.
– I wszyscy by umarli?
– Tak.
– A po co?
– Bo byłby koniec świata. Mogę cię zapewnić, że się Ziemia nie zatrzyma.
– To dobrze.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Oddychanie

Mały Człowiek wrócił z wakacji i nasz pierwszy wieczór był pełen pytań, które kłębiły mu się w głowie od jakiegoś czasu. Cała rozmowa to ponad pół godziny bardzo ciekawych pytań, z których nie wszystkie udało mi się zapamiętać. Jedno z najciekawszych:
– Mamo, a czemu musimy oddychać?
– Żeby żyć. Nie da się nie oddychać.
– Tak jest nasz organizm zrobiony, że musimy oddychać, żeby powietrze, tlen, dostały się do każdej komórki – dodał Tata. Chciał jeszcze coś dodać, ale zrobiłam widać dziwną minę, bo zrezygnował.
– Powietrze to takie nasze paliwo, żeby wszystko w ciele działało. Każda cząstka w ciele potrzebuje tlenu, żeby działać.
– A jak nie będę oddychać, to umrę?
– Tak. Można chwilę nie oddychać, tak jak na przykład pod wodą nie oddychasz, ale dłużej nie można. Rekord to kilka minut chyba.
– Ale pod wodą można dłużej z takim czymś.
– Z maską tlenową. Zakładasz na nos i buzię i oddychasz tlenem z butli tlenowej.
– A kupimy takie coś?
– Kochany, jak będziesz duży, to będziesz mógł tak nurkować i oddychać z butli.
– Dobra.

piątek, 22 sierpnia 2014

Wieczorne Milu gadanie

Milu zaczyna się rozkręcać z gadaniem. Jej repertuar poszerza się każdego dnia, a od trzech dni ma wieczorem gadane. Przy piersi, a co. Odrywa się w pewnym momencie i gada. Wczoraj i przedwczoraj było tak (dokładnie tak samo):
– O nieee.
– Co o nie?
– O nieee - Milu przewróciła oczami i piła dalej. Po chwili, już przysypiając, oderwała się znów i szeptem powiedziała:
– Hopsi, hopsi – po czym, po dwóch ostatnich mlaśnięciach, zasnęła.
Dziś, dla odmiany, zaczęła od czegoś innego:
– Tata. Tata. Taaata. Tata-tata-tata – tatowaniu nie było końca, używała do niego różnego natężenia głosu. Była przy piersi, więc stwierdziłam:
– Tata ci mleka nie da.
Spojrzała na mnie gniewnie i piła dalej. Po chwili znów:
– Tata. Taaata!
– Mama.
– Tata.
– Mama.
– Mata. O nie.
– Śpij już.
– Hopsi, hopsi.
I zasnęła.

środa, 20 sierpnia 2014

Ryby

Mały Człowiek leży na brzuchu na mostku nad potokiem z pstrągami i podziwia. Kucam przy nim i razem zaglądamy pod mostek, gdzie na dnie potoku leniwie leży jakaś inna wielgachna ryba.
– Mamo, a jak one to robią, że tak pływają?
– Mają płetwy i zwinny ogon. Poza tym żyją w wodzie i są doskonale przystosowane do pływania.
– A czemu nie wpadają na siebie, jak ich jest tak dużo? Widziałaś, jak ta szybko się wywinęła?
– Dobra obserwacja. Mają jakieś takie czujniki na całym ciele, że wiedzą, że obok nich coś jest i na to nie wpłyną. Oczy też mają, więc widzą dokąd płyną.
– Mamo, a jak one właściwie oddychają?
– O, to bardzo dobre pytanie. My oddychamy tlenem, który jest w powietrzu dookoła nas i robimy to płucami. A ryby nie mają płuc i pływają w wodzie. Mają za to skrzela, które odfiltrowują wodę i wyciągają z niej tlen. Bo w wodzie też jest tlen. I tak oddychają.
Szczęśliwie w tym momencie ta duża ryba spod mostku rozchyliła skrzela i wzbiła ich ruchem piasek z dna.
– Zobacz na tę dużą rybę. Tuż przed jej płetwą z boku, zaraz za oczami, widzisz, co się dzieje?
– Tak.
– To właśnie skrzela tam działają i ryba nabrała tam wody.
– Ale teraz się nic nie dzieje. Jest tylko kreska.
– Bo ryby nie zawsze muszą majtać tymi skrzelami. Trochę tak, jak ty wstrzymujesz na chwilę powietrze.
– A co jak ryba umarnie?
– Umrze. Jak ryba umrze, to się mówi, że jest śnięta. I nic, po prostu nie żyje.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Więzienie

– Mamo, a za co się idzie do więzienia?
– O, za różne rzeczy można tam trafić. Za złe rzeczy. Jak się coś komuś ukradnie, jak się kogoś pobije albo zabije, jak się kogoś oszuka, coś zniszczy. Takie rzeczy.
– A dziecko może iść do więzienia?
– Takie małe jak ty to nie. Za to, co zrobią takie maluchy, odpowiedzialność biorą rodzice, czyli to oni będą ukarani.
– A takie starsze dzieci?
– Takie nastolatki, jak twój kuzyn, to nie idą do więzienia, ale mogą iść do poprawczaka. To takie specjalne miejsce, gdzie się umieszcza dzieci, które popełniły przestępstwo, czyli na przykład gdzieś się włamały, coś ukradły, pobiły kogoś albo robiły inne złe rzeczy. Tam uczą się, jak nie robić takich złych rzeczy i jak dobrze żyć z ludźmi. Pracują tam też, uczą się. A jak się już poprawią, to wracają do domu.
– A ty wiesz jak to jest w więzieniu?

sobota, 16 sierpnia 2014

Papierosy

Na wakacjach. Dom dzieliliśmy z rodziną, w której wszyscy palili :( Co chwilę czuliśmy dym papierosowy. Pierwszego dnia Mały Człowiek spytał:
– Mamo, co tak śmierdzi?
– To dym papierosowy.
– A po co ludzie palą papierosy?
– Dobre pytanie. Sama tego nie rozumiem. Przecież to śmierdzi.Ale niektórzy lubią ich smak i zapach, a do tego uzależniają się od palenia. A jak się już uzależnią, to ciężko im potem rzucić palenie.
– To po co produkują te papierosy w ogóle?
– Hmm. Bo ludzie chcą je kupować. Niektórzy. My na szczęście nie palimy, więc nie musimy codziennie tego wąchać. Szkoda, że na wakacjach będziemy...

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Jak się rodzi dzidzia

– Mamo, a jak się rodzi dzidzia? Którędy wychodzi?
– Między nogami.
– A którędy? Pipinką?
– No tak.
– A się mieści tam?
– Tak. Pipinka się powiększa, żeby dzidzia mogła się przecisnąć. A dzidzia dość mała jest, kiedy się rodzi.
– I Milu też tędy wyszła?
– Tak.
– A ty to widziałaś?
– Na tyle na ile mogłam, to tak. Dzidzie mogą się też inaczej rodzić. Niektóre rodzą się tak, że nacina się mamie brzuch i się dzidzię wyjmuje. Cyk i już.
– I co potem? Zaszywa się?
– Tak.
– A zostaje ślad?
– Zostaje.
– Na zawsze?
– Tak.
– E tam. To dobrze, że nie jestem dziewczyną.
– Bo nikogo nigdy nie urodzisz?
– No. A poza tym to boli jak taka dzidzia w cycka ugryzie.
– Boli. Ale wiesz co, takie bóle to nic. Ja was oboje tak bardzo kocham, że każdy ból zniosę.

sobota, 2 sierpnia 2014

Złomowisko

Przejeżdżamy obok złomowiska. Mały Człowiek przygląda się wrakom i pyta:
– Mamo, a na kogo to jest skosztowane?
– Co takiego?
– Na kogo to jest skosztowane?
– Skosztowane? A co to znaczy?
– No kto za to zapłaci, za te rozbite samochody.
– Ciekawe słowo. A kto zapłaci? Nie wiem. To już złom jest, więc pewnie pójdą na przetopienie te auta. Albo jeśli się znajdą jakieś dobre części, to może ktoś, kto będzie ich potrzebował, to je kupi. Na przykład jak po wypadku komuś są nowe drzwi potrzebne albo maska.
– To może tu kupić?
– Czasem tak.
– O.

piątek, 1 sierpnia 2014

Oczy

Przejście dla pieszych. Ja pieszo, Mały Człowiek na rowerze.
– Stop, stop! Samochód.
– Dooobra. Czy ty myślisz, że ja mam głuche oczy?
– Głuche to nie. Ślepe jak już...

środa, 30 lipca 2014

Karetki

– Patrz, dwie karetki.
– Gdzie? O! Jak to się stało?
– No widzisz. Rzadko tak się zdarza, że dwa ambulansy jeden za drugim widzimy, co?
– No. Mamo, a czemu ten pierwszy ma inną literę niż drugi?
– Jaką literę? A! Tę w kółku, tak?
– Tak.
– No więc ta pierwsza, która ma P, to taka zwykła karetka, bez lekarza. Ta druga, z S, to nie wiem do końca, sprawdzimy w domu. A wiesz, są jeszcze inne karetki. Z innymi literami.
– Transportowe z T, erki czyli ratunkowe z R, z lekarzem i specjalnym sprzętem.
– A jakim?
– Na przykład takim, który się nazywa defibrylator i jak komuś stanie serce, to się to urządzenie przykłada do ciała, robi się buch prądem i serce zaczyna pracować.
– Wow.

W drodze powrotnej spotkaliśmy na naszej trasie jeszcze dwie karetki, tym razem na sygnale.
– No koniec świata! Co się w tym mieście dzieje, że tyle karetek jeździ!
– Ha, ha! Dobre podsumowanie. A zauważyłeś, że ta jedna miała T na boku? Ciekawe, co wiozła.
– A co mogła wieźć?
– Krew na przykład dla chorego, albo nowe serduszko dla kogoś.
– Rety.
– Właśnie. Karetki mają ważne zadania.

W domu się wyedukowałam i już wiem, że nie ma już erek, ponieważ zostały zastąpione przez S :) - Małego Człowieka w odpowiednim czasie też wyedukuję już poprawnie :)

wtorek, 29 lipca 2014

Pies

Spędzamy czas w gospodarstwie, w którym po podwórku biegają psy. Jeden z nich siedzi przy Małym Człowieku i coś gryzie. Mały Człowiek przygląda się mu i po chwili delikatnie dotyka jego sierści.
– Mamo, a on to czuje?
– Pewnie. Zobacz – dotykam go równie delikatnie na głowie. – Poczułeś to?
– Taaak!
– To pewnie ten pies czuł twój dotyk tak samo, albo nawet mocniej. Mimo swojej sierści. Ale mu musi być gorąco, co?
– No. A nie można go ogolić?
– Pewnie jakby go ogolić, to przez jakiś czas byłoby mu przyjemnie, ale jego skóra nie jest przystosowana do słońca jak nasza. My się na słońcu opalamy, a on by się spalił. Są takie psy, które nie mają sierści, i jak jest taka pogoda, to im się zakłada takie ubranka specjalne, żeby się nie poparzyły.
– A jak się poparzą, to co?
– To robią się bąble i piecze, a potem strupy się robią.
– I to je boli? To rana jest?
– Tak, to rana. To je bardzo boli. Jak nas.
– Oj. To lepiej, że ma włosy.
– Właśnie.

niedziela, 27 lipca 2014

Przebieralnia

W przebieralni na basenie. Jesteśmy tylko ja i Mały Człowiek, bez Taty, więc wchodzimy razem do jednej kabiny. Przebieramy się a Mały Człowiek uchyla drzwi.
– Zamknij drzwi, bo ktoś nas zobaczy.
– I to będzie moja wina?
– Tak.
– A jak ktoś inny zostawi otwarte drzwi i jego podejrzą, to będzie tego kogoś wina?
– Tak.
– A jak ktoś lubi, żeby go podglądać?
– Ha, ha. No wiesz, są tacy ludzie. To wtedy im raczej nie będzie przeszkadzać, że ktoś ich podgląda. Ale dla niektórych ludzi, w tym dla mnie, to krępujące - zarówno bycie podglądanym, jak i przypadkowe zobaczenie kogoś, kto się przebiera, więc zostawmy te drzwi zamknięte.
– Dobra.

niedziela, 13 lipca 2014

Żubr

Jak to wizyta w ogrodzie zoobotanicznym dzieciom w głowie miesza ;)
Po wizycie w ogrodzie, bardzo udanej zresztą, wieczorem Mały Człowiek snuł takie oto wizje:
– Mamo, a może jak pojadę na wakacje, to kupicie żubra? Będzie sobie tu chodził i niszczył wszystko.
– Co ty, nie ma tu miejsca na żubra. Gdzie miałby mieszkać? W łazience?
– Albo jak pojadę do Bartka na wakacje, to tam z lasu żubry wybiegną i wpadną przez płot sąsiadów, i przebiją się przez okno i ścianę, i nas wszystkich pozabijają...
– ...

poniedziałek, 7 lipca 2014

Złodzieje

Schodzimy do samochodu, żeby jechać do przedszkola. Mały Człowiek od samego rana zaczyna z grubej rury:
– Mamo, a złodziei to trzeba zabijać?
– Nie, rety, nie! Nikogo się nie zabija. Złodziei wsadza się do więzienia, gdzie siedzą kilka lat, aż zrozumieją, że nie można kraść.
– A co jak złodziej jest trochę dobry? I przychodzi na przykład tylko się przywitać. Albo na kawkę.
– Hmm. Myślę, że złodzieje nie kradną cały czas i że może tak być, że przychodzą do kogoś w odwiedziny czy na kawkę. I niczego wtedy nie kradną. I że potrafią być też całkiem mili. Ale to i tak źle, że są złodziejami. Nie wolno kraść.
– No.

sobota, 5 lipca 2014

Brzydkie słowa

Myję Małego Człowieka. Siedzi na golasa i ogląda swojego penisa.
– Patrz, pitek.
– Aha. A wiesz, jak naprawdę nazywa się twój pitek?
– Penis.
– Tak, dobrze pamiętasz. Raczej tak dzieci nie mówią, prawda?
– Nie.
– W przedszkolu pewnie mówią siusiak, co?
– Tak.
– To są wszystko i tak ładne określenia. Bo niektórzy mówią brzydko na pitolki, używając nieładnych słów.
– A jakich?
– Wiesz co, nie zaprzątaj sobie tym głowy. Po co chcesz znać te słowa?
– Po to, żebym wiedział, które są brzydkie i ich nie używał.
– O proszę, bardzo dobry argument. Wolałabym jednak ni wyliczać ci tych słów. Możemy do tej rozmowy wrócić później? Jak już usłyszę, że któreś z tych brzydkich słów poznałeś, to wrócimy do tej rozmowy i powiem ci, że to brzydkie słowo, ok?
– Dobra.

Mały komentarz. Jakiś czas temu na którymś blogu parentingowym przeczytałam, że rodzic usłyszał podobną prośbę od dziecka - żeby wymienić te brzydkie słowa po to, by ich nie używać. Ów rodzic wyrecytował dziecku całą litanię brzydkich słów, dziecko zakodowało i ich nie używało. Nie pamiętam wieku dziecka. Po przeczytaniu tego tekstu byłam przekonana, że zrobię tak samo, kiedy syn spyta mnie o te słowa. Nie spodziewałam się, że spyta tak szybko i tak rzeczowo prośbę uargumentuje. Trzeba było mu powiedzieć, ale stchórzyłam. Przez usta mi te słowa nie przejdą. Trudne to. Wiem, że powinien poznać te słowa ode mnie, z odpowiednim komentarzem, ale przemóc się nie mogę, żeby je powiedzieć. Do rozmowy uczciwie wrócę i to pewnie niedługo, bo Mały Człowiek spędza coraz więcej czasu na dworze z innymi dziećmi. Oj, ciężko mi będzie. Już chyba wolę rozmowy o umieraniu...

piątek, 4 lipca 2014

Brzuch

Leżymy razem na kanapie i oglądamy bajkę. Mały Człowiek odwraca się w moją stronę, patrzy na mnie i mówi:
– Ale jesteś gruba. Masz taki duży brzuch.
– Nie jestem gruba i to nie było miłe, tak się nikomu nie mówi - że jest gruby.
– Ale masz gruby brzuszek. Dlaczego taki jest?
– Jest duży, bo mieszkałeś tam ty, mieszkała tam Milu i się rozciągnął. Skóry mam dużo.
– Ja nigdy nie będę miał takiego dużego brzucha.
– No i super. Tego ci życzę. Ja też nie chciałam mieć takiego dużego brzucha. Ale to nie takie proste.
Po chwili do pokoju wchodzi Tata.
– Powiedział mi właśnie, że jestem gruba. Przykre to było.
– Przepraszam, mamo.
– Ale nie masz za co przepraszać. To prawda jest. Tylko przykro mi się zrobiło.
– Nie musisz przepraszać - dodał Tata - i możesz nam mówić takie rzeczy. Jesteśmy rodziną i możemy sobie powiedzieć wszystko. Nawet jeśli czasem to przykre. Tylko takich rzeczy nie wypada mówić innym ludziom, na przykład pani na ulicy czy w sklepie, obcym osobom. Będziesz pamiętał?
– Tak.

środa, 2 lipca 2014

Bee gees

Jedziemy rano do przedszkola, w radio leci "Stayin' alive" Bee gees. Mały Człowiek mówi:
– Ale dziwnie ta pani śpiewa.
– To nie pani, to pan.
– Hę?
– Naprawdę, to pan śpiewa tak zabawnie.
– Taki dziewczynowski pan?

czwartek, 26 czerwca 2014

O brzuchach i dzieciach

– Ale masz fajny brzuszek.
– A zobacz, co mogę z nim zrobić -wciągnąć i wypiąć, że wygląda, jakbym miała w nim dzidzię.
– A ja też tak mogę.
– No nie, nie możesz. Za chudziutki jesteś. I masz za mało skóry na brzuchu chyba.
– A ty masz więcej?
– Tak.
– A czemu?
– Bo w moim brzuchu mieszkały takie dwa małe dzieciaczki, które mi ten brzuch rozciągnęły. I mam teraz więcej skóry.
– A ja też będę tak miał?
– Raczej nie, bo chłopaki nie rodzą dzieci, tylko dziewczyny.
– A Milu też tak będzie miała?
– Jak tylko będzie chciała kiedyś mieć dzieci, to będzie miała. I pewnie jej się trochę wtedy skóra rozciągnie.
– A nie musi chcieć. Same się dzidzie w brzuchu robią.
– Nie, to mama i tata muszą chcieć, żeby dzidzia zamieszkała w brzuchu mamy. Sama się nie zrobi.
– A ty chciałaś, żebym ja zamieszkał?
– Baaardzo. Byłeś i jesteś spełnieniem moich marzeń.
– A Milu nie chciałaś?
– Pewnie, że chciałam. Bardzo. Oboje was chciałam. I cieszę się, że jesteście.

sobota, 21 czerwca 2014

Śmierć

– Mamo, a przed śmiercią da się uciec?
– Niestety, nie da się. Tak to już jest, że rodzimy się, a potem starzejemy i umieramy.
– Da się.
– Ale jak?
– Trzeba bardzo szybko biec.
– Ha, ha. Gdyby to tylko było takie proste...
– A jak już mózg umarnie, to koniec.
– Jak mózg umrze to tak, koniec.
– Bo już się nie wie wtedy, że się ma biec. A jak serduszko umarnie... umrze, to już zupełnie nie ma się jak biec.


piątek, 20 czerwca 2014

Piłka nożna i śmierć

Mały Człowiek ogląda z Tatą mecz i co chwilę zadaje pytania. A to o to, czym można grać i czy za każde dotknięcie ręką jest żółta kartka, a to dlaczego na boisku są pasy trawy i jak się robi takie pasy, a to o karne. Ciągły potok pytań, na które Tata odpowiada ze stoickim spokojem, choć przez zaciśnięte zęby, bo jednak chciałby w spokoju obejrzeć mecz. Ja przysłuchuję się z drugiego pokoju jednym uchem, ale jedno pytanie szczególnie zwraca moją uwagę:
– Tato, a jak ktoś umarnie na boisku?
– Rzadko się tak zdarza.
– Ale jak umarnie?
– To przyjeżdża karetka i jeszcze próbują ratować tego kogoś.
– A jak nie uratują?
– To i tak zabierają karetką z boiska.
– A jak się tak przyklei, że się nie da zabrać?
– Spokojnie, nie przyklei się tak, żeby się nie dało.
:)

czwartek, 19 czerwca 2014

Opowieści biblijne czyli pierwsi ludzie i wielka zagłada

– Mamo, a kto urodził pierwszego człowieka?
– O, tego to nikt nie wie, skąd się ludzie wzięli. To było bardzo dawno temu.
– Może Pan Bóg go stworzył?
– Tak, to jest coś, w co wierzy bardzo dużo osób - że ludzi stworzył Bóg. Ale inni wierzą, że najpierw były małe żyjątka, z nich po tysiącach lat powstały większe i coraz większe, aż w końcu powstały małpy. A te małpy z upływem lat, tysięcy lat, robiły się coraz mniej włochate i coraz mądrzejsze. Przestały mieszkać na drzewach i zaczęły używać narzędzi, a potem zaczęły rozmawiać za pomocą języka i w końcu urodził się człowiek. Ale to był zupełnie inny człowiek niż my dzisiaj. Był niższy, miał inny trochę kształt głowy, dłuższe ręce.
– Ale ja tak nie będę miał, jak urosnę?
– Nie, teraz ludzi rodzą się inni. Tak jak nasza Milu, pamiętasz jaka była, jak się urodziła? Potem rosną, są tacy jak ty, potem jak ja - różnią się od pierwszych ludzi. A chcesz poczytać opowieści biblijne, o tym jak Bóg stworzył świat?
– Tak.
Czytaliśmy opowieści  powstaniu świata, o raju, wygnaniu z raju, Kainie i Ablu (pomijając fakt bratobójstwa) i o Noem. Na większość rewelacji, np. o zrobieniu kobiety z żebra mężczyzny, Mały Człowiek reagował uniesieniem brwi i nie komentował. Przy potopie zapytał:
– Mamo, a dlaczego Bóg ich wszystkich zabił?
– Bóg uważał, że ci ludzie byli źli i nieposłuszni. W ten sposób chciał się z nimi rozprawić. Można dyskutować, czy to był dobry sposób. Co innego mógł zrobić?
– Nie zabić.
– Właśnie. Ja myślę, że nie musiał ich wszystkich zabijać, mógł z nimi porozmawiać i próbować negocjować, zmienić ich zachowanie. No ale w tej opowieści ich wszystkich zatopił. Jak myślisz, dobrze zrobił?
– Niedobrze. Mógł negocjować.
– To przejdźmy do czegoś przyjemniejszego i poczytajmy o tym, jak urodził się Jezus.
– Taaak!

Tak, uczę swojego syna krytycznego podejścia do religii.

środa, 18 czerwca 2014

Ciało i miejsca intymne

Przed snem głaszczę Małego Człowieka po ramieniu.
– Przyjemne to jest, jak się dotyka ciała, prawda?
– Tak.
– Ciało to w ogóle piękna sprawa.
– A pupka i pitolek też?
– Jasne. Też są piękne.
– A Olek mówi, że brzydkie.
– To nieprawda. Ciało jest piękne, każda jego część. Twoje ciało jest wspaniałe i nigdy o tym nie zapominaj.
– A Olek mówi, że jestem cały brzydki.
– Wiesz, nie musisz się mu wcale podobać, ale to niemiłe, że tak mówi.
– Mówi, że mam brzydką koszulkę.
– Koszulka wcale nie musi się mu podobać. To kwestia gustu. Myślę, że byłoby nudno, gdyby wszystkim wszystko się podobało. Już tak jest, że niektórym się różne rzeczy podobają, innym się nie podobają albo podobają tylko trochę. 
– To nie jestem brzydki?
– Ja uważam, że jesteś piękny. Całe twoje ciało jest piękne. Każdy kawałek. Najważniejsze, żebyś sam siebie lubił. 
– A pani nam nie pozwala się dotykać w pupę.
– Pupa i pitolek to są wyjątkowe miejsca. I piersi u dziewczyn. Pewnie zauważyłeś, że dziewczyny mają piersi, tak jak ja. Takie w przedszkolu jeszcze nie, ale starsze już tak. 
– A ja jak będę duży, to nie będę miał dużych piersi.
– Nie, chłopcy nie mają dużych piersi. A pupa, pitolek i piersi to są miejsca intymne, których nie może dotykać nikt, jeśli sobie tego nie życzysz. Nawet jak chcę cię umyć, to zawsze pytam, czy mogę ci umyć pupę i pitolka, prawda? Albo proszę, żebyś umył się sam.
– Yhm.
– No właśnie. Bo o tych miejscach decydujesz ty. I nikt bez twojej zgody nie może cię tam dotknąć. Nawet lekarz, jak chce cię zbadać, to musi ci najpierw powiedzieć, że cię tam będzie dotykać.
– Aha. A pani nam wcale nie pozwala się dotykać.
– To dobrze, że taką zasadę ustaliła, bo dla niektórych dzieci to może być krępujące, jak ktoś je dotyka. 
– Ale głaskanie takie jest przyjemne, głaskaj.
– Głaszczę już, głaszczę. A na ten temat pewnie jeszcze sobie kiedyś pogadamy.

wtorek, 17 czerwca 2014

Niespodzianka

Postanowiliśmy zrobić Małemu Człowiekowi niespodziankę i zamiast do przedszkola zabrać go na basen. Założenie było takie, że wyjdziemy z domu jak zwykle rano do przedszkola, ale pojedziemy do aquaparku, nic mu o tym nie mówiąc. Rano nie spieszyliśmy się jak zwykle, nie poganialiśmy go, daliśmy mu śniadanie, zebraliśmy się i już wychodziliśmy, kiedy Mały Człowiek przypomniał sobie, że poprzedniego dnia zabraliśmy z przedszkola kapcie:
– Mamo, ale kapci nie mam w przedszkolu.
– Są w samochodzie.
– Aha.
Poprawka na zmysł obserwacji Małego Człowieka została wzięta.
Już w samochodzie:
– Ale późno dziś będziemy w przedszkolu. Już pewnie nie zdążę na śniadanie.
– Dlatego dostałeś w domu śniadanie.
– Pewnie nie zrobię zadania, już tak późno.
– Pewnie nie.
– Ej, a ja znam tę drogę. Tędy się jedzie na basen.
– Tak.
– Ale długą drogą jedziemy.
– No długą.
– Pani Monika pewnie już myśli, że mnie nie będzie.
– Może tak.
– Ale by było fajnie, jakby tata źle skręcił i byśmy pojechali na basen.
– No fajnie. Chciałbyś tak?
– Chciałbym. Ej, ale coś jest nie tak. Nie złościcie się dzisiaj na mnie.
– Postanowiliśmy, że dziś się nie złościmy. Fajnie?
– Bardzo fajnie. Ale późno dojadę do przedszkola.
– O ile w ogóle dojedziesz.
– Bo długą drogą jedziemy. Lubię tak jechać z wami.
– My też lubimy z tobą jechać.
Rozmowa w tym tonie trwała jeszcze jakiś czas. Mały Człowiek powtarzał, że chciałby, żeby Tata źle skręcił i żebyśmy pojechali na basen.
Pod basen podjeżdża się drogą, z której już z daleka widać obiekt. Kiedy tylko Mały Człowiek zobaczył, gdzie przyjechaliśmy, szczęka mu opadła i z niedowierzaniem spytał:
– Naprawdę? Idziemy na basen?
– Naprawdę. Taką niespodziankę mamy dziś dla ciebie. Tylko ty i my.
– Rety, i do przedszkola nie pójdę. I razem na basen pójdziemy. Ale fajosko.
– Podoba ci się niespodzianka?
– Bardzo!
I to był baaardzo udany początek niezwykle udanego dnia, który spędziliśmy tylko w trójkę. :)

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Nawóz

Wesele mojej siostry odbywało się na wsi. Wzięłam jej córkę, pół roku młodszą od Małego Człowieka, i swojego syna na spacer po okolicy. Przechodziliśmy obok gospodarstwa, a w powietrzu unosił się swojski, wiejski zapach.
– O, farma! - powiedziała Marysia. - Brzydko tu pachnie.
– Właśnie - potwierdził Mały Człowiek.
– Brzydko pachnie, bo zwierzaki nie załatwiają się jak my, do ubikacji, tylko robią pod siebie.
– KUPY!!! - wrzasnął Mały Człowiek i oboje zaczęli się głośno śmiać.
– Tak, robią kupy pod siebie. Najgorzej to w chlewie pachnie, tam gdzie świnki mieszkają. Ale ten zapach zdrowy jest, nikomu się jeszcze od niego nic nie stało.
– Hy? - zgodnie zdziwili się oboje.
– A wiecie, że te kupy to można potem wykorzystać? To się nazywa nawóz. Wylewa się to lub rozrzuca na polach albo w ogrodzie i rośliny wtedy lepiej rosną. Na przykład kupy kur nazywają się kurzeniec.
– Aha, a kupy koni konieniec - uzupełniła Marysia.
– Ha, ha. Ładną nazwę utworzyłaś, ale nie. To po prostu nawóz.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Niewierny Tomasz

Rozmowa przy dzisiejszym obiedzie.
– Milu dziś jadła czereśnie.
– Nie jadła.
– Jadła.
– Nieprawda. Nie widziałem, to nie jadła.
– To, że nie widziałeś, nie znaczy, że nie jadła.
– Znaczy.
– A widziałeś, jak się urodziłam?
– Nie.
– I to znaczy, że się nie urodziłam?
– Tak, ty się nie urodziłaś.
– A widziałeś, jak Milu się urodziła? Nie widziałeś. I to znaczy, że się nie urodziła?
– Nie, ona się urodziła. Zobacz, jaką jest dzidzią.
– A nasz samochód skąd się wziął?
– Ze sklepu.
– A w sklepie?
– Przywieźli go tam.
– A skąd? Może nie przywieźli. Skąd wiesz, przecież nie widziałeś.
– No bo to już tak jest, że przywożą.
– No właśnie, bo to już tak jest, że się dzieją rzeczy, nawet jeśli tego nie widzimy. A ja też się urodziłam.
– Pewnie, no przecież cię widzę, to się urodziłaś.
– Ale przed chwilą mówiłeś, że skoro tego nie widziałeś, to tego nie było.
– No dooobra...

sobota, 7 czerwca 2014

Sroka

Na spacerze zobaczyłam pod ekranem przy ulicy martwą srokę. Była jeszcze świeża, krew nie była widoczna, więc uznałam, że to dobry moment, by Mały Człowiek zobaczył z bliska, jak wygląda sroka. Zawołałam go i mówię:
– Zobacz, wiesz co to?
– Sroka. A czemu tu leży?
– Uderzyła w tę szybę, pewnie jej nie zauważyła. A jak uderzyła, to spadła i niestety, ale umarła.
– To po co są te szyby?
– Po to, żeby ludzie mieszkający w blokach za nimi nie słyszeli hałasów z ulicy. Patrz, naklejone są tu takie ptaki, które mają pokazywać latającym ptakom, że tu coś jest i że mają uważać, ale nie zawsze to działa i czasem się jakiś ptak zderzy z tą szybą.
– Aha.
– Masz okazję, to się przyjrzyj, jak wygląda sroka. Zobacz, jakie ma pazurki, jakie długie pióra na skrzydłach. Znajdziesz jakiś patyk, żeby ją obrócić?
– Tak – Mały Człowiek poszedł poszukać patyka, po chwili wrócił i razem obróciliśmy srokę na bok. Po chwili zaczął dźgać srokę patykiem.
– Ej, nie dźgaj jej tak.
– A czemu? Ożyje?
– Nie, nie ożyje, ale to było żywe stworzenie i to, że jest teraz martwe, nie znaczy, że masz się nad nim znęcać. Patyk miał ci służyć tylko do obrócenia sroki na bok. Więc zostaw ją w spokoju.
– A ona tu jutro będzie?
– Pewnie będzie.
– A co się z nią stanie?
– Rozpadnie się albo może zje ją jakiś kot - kto wie?
– Nie ożyje?
– Nie.
– Idziemy?
– Idziemy.

piątek, 6 czerwca 2014

Dziewczynka

Mały Człowiek o Milu:
– Mamo, a ona jest bardziej ode mnie w dzidziowym kształcie. W dzidziowym kształcie dziewczynki.

czwartek, 5 czerwca 2014

Nocnik

Milu zrobiła siku do nocnika. Biliśmy jej brawo, po czym zaprowadziłam ją do ubikacji, mówiąc:
– Chodź, zrobimy pa pa siku.
Wylałam siku do ubikacji, Milu zrobiła pa pa. Kiedy odstawiłam nocnik na podłogę, Milu zajrzała tam i pokazywała palcem. Mały Człowiek powiedział:
– Nie martw się, niedługo wyhodujesz więcej w dzidziowym ogródku nocnikowym.

środa, 4 czerwca 2014

Pożar

Wracając z przedszkola, zobaczyliśmy wóz strażacki z włączonymi światłami. Podjechaliśmy bliżej i okazało się, że płonęła jedna z altanek na pobliskich działkach. Jak klasyczni gapie zaparkowaliśmy w pobliżu, żeby obserwować pracę strażaków. Dwa wozy strażackie, później jeszcze policja. Mały Człowiek przejęty pytał:
– Mamo, a jak tam ktoś mieszkał?
– Nie kochanie, nikt tam nie mieszkał. To tylko altana na narzędzia.
– A czemu tak dymi?
– Bo pali się tam ogień. Strażacy polewają wodą i ta woda paruje. Więc jest i dym i para.
– A czemu wchodzi na drabinę?
– Musi się jakoś dostać na dach strażak.
A czemu.. a czemu... - i tak przez długi czas. Kiedy już ruszyliśmy do domu, Mały Człowiek spytał:
– A gdyby u nas się zapaliło?
– To przyjechaliby strażacy i ugasili pożar.
– A jak?
– Pewnie wodą. Spokojnie, to są profesjonaliści, oni doskonale wiedzą, jak gasić pożary. Trenują, żeby wiedzieć, jak nas ratować. Codziennie przecież coś się gdzieś pali.
– Nieprawda. Są takie dni, że się nie pali.
– U nas w mieście może nie, ale wtedy pali się w innych miastach. Ale strażacy i tak mają co robić. Gdzieś kot utknie na drzewie i nie może zejść, gdzieś jest wypadek i strażacy jadą uwolnić ludzi z samochodu.
– A po co? Przecież oni tam mogą całe życie być.
– Gdzie? W tym rozwalonym samochodzie zakleszczeni?
– Tak.
– Nie sądzę. Raczej jadą strażacy ich ratować. Albo strażaczki, bo strażaczki też są.
– I policjantki też są.
– Tak.
– I karetniczki.
– Ha, ha. Ładne określenie. Ratowniczki medyczne masz na myśli, czyli panie pracujące w karetkach?
– Tak.

wtorek, 3 czerwca 2014

Jak zawstydzić mamę

Cały dzień chodziliśmy na dworze, więc opaliłam sobie dekolt. Późnym popołudniem siedzieliśmy na placu zabaw, Mały Człowiek bujał się na huśtawce.
– Patrz, jak się opaliłam dzisiaj - mówię i odchylam nieco krawędź dekoltu.
– Mamo, CYCKI CI WIDAĆ!!! - drze się Mały Człowiek i wybucha śmiechem.
– ... Nie cycki, tylko piersi, i nie, nie widać. I nieładnie tak się drzeć i mówić tak komukolwiek - odpowiadam ze stoickim spokojem, ale głupio mi okropnie...

wtorek, 27 maja 2014

Kot dla babci

W weekend odwiedziliśmy babcię i dziadka. Mały Człowiek z zapałem zabrał się za rysowanie i powstał ten oto kot dla babci, który zawisł od razu na lodówce:


sobota, 24 maja 2014

Straż pożarna

Pod sąsiedni blok podjechały dziś dwa wozy strażackie na sygnale, karetka i dwa radiowozy. Poszliśmy z Małym Człowiekiem zobaczyć, co się stało i wykorzystać okazję do obejrzenia z bliska wozów w akcji. Nic ciekawego się nie działo, więc poszliśmy na pobliski stadion, gdzie akurat trwała impreza.
Wracając ze stadionu do domu, Mały Człowiek spytał:
– Mamo, a jakby tam naprawdę wybuchł pożar?
– To by przyjechała straż i go ugasiła. Mamy bardzo dobrych strażaków.
– NIE!!! Nie mamy dobrych. Bo oni gaszą powietrzem i nic nie ugaszą!
– Ej, a skąd pomysł, że strażacy są niedobrzy i gaszą powietrzem?
– Bo tak!
Po prostu...

piątek, 23 maja 2014

Piorunochron

Odbieram Małego Człowieka z przedszkola. Trwa właśnie burza, słychać grzmoty. W pobliżu strzelił piorun, było głośno.
– Wow, ale burza.
– Tak, nieźle grzmi. Ale gruchnęło, co?
– A w przedszkole trafił piorun?
– Nie, jakby trafił w przedszkole, to byłby wielki huk.
– I posypałyby się ściany?
– Nie, przedszkole ma piorunochron.
– A co to?
– Na dachu przedszkola jest taka jakby antenka. I jeśli piorun ma trafić w przedszkole, to trafi właśnie w nią. A od niej idzie taki drucik czy kabelek aż do ziemi i tamtędy płynie prąd, cała ta energia, z którą piorun by trzepnął. To się nazywa uziemienie energii. Cały prąd wędruje do ziemi i przedszkole jest bezpieczne.
– Fajnie. Idziemy? Będę mógł trzymać parasol?
– Jasne.

czwartek, 22 maja 2014

Co masz na głowie?

– Mamo, a co ty tu masz?
– Gdzie?
– No to, na głowie? Taka kreska.
– Aaa, przedziałek pewnie.
– A ja też mam?
– Ty masz krótkie włosy, to się przedziałek nie robi. Na dłuższych włosach się robi, tak się włosy układają, że widać przerwę.
– Aha.

środa, 21 maja 2014

Potwory i kot

Wspólne rysowanie, to to co lubię. Po raz kolejny wspólnie mieliśmy narysować potwora. Najpierw jednak Mały Człowiek chciał narysować swojego własnego:




Później rysowaliśmy wspólnie - jeden element on, jeden ja, aż powstał ten oto twór:


A na koniec powstał kot:


Żeby nie było wątpliwości - kot ma pazury. Ma ich dużo, żeby nie wyglądał jak ptaszek, który ma 3 pazury :)

piątek, 16 maja 2014

O chłopakach i dziewczynach

Wieczorne przytulanie sprzyja rozmowom.
– Mamo, a ja umarnę?
– Tak.
– A ty umarniesz?
– Tak, umarnę. Tfu, umrę. Każdy, kto się urodził, kiedyś umrze.
– A dziewczyny mają gorzej.
– Dlaczego?
– Bo jak urodzą, to może je dzidzia w piersinę ugryźć.
– Ha, ha, ha! Dobre. A chłopaków może ugryźć w palec.
– Taaak.
– A myślisz, że pod jakimś innym względem chłopaki albo dziewczyny mają lepiej?
– Nie, raczej nie.

środa, 14 maja 2014

Naczynia krwionośne

Podczas kąpieli Mały Człowiek bawił się tabletkami barwiącymi wodę - niebieską i czerwoną - co dało fioletowe zabarwienie jego palcom.
– Zobacz, jaki masz kolor paluchów.
– Ooo, fioletowe! Jakie fajne!
– A zobacz, jakie tu masz zielone – pokazuję na jego stopy, gdzie wyraźnie widać zielonkawe żyły. – Co tam w tobie płynie?
– Krew płynie, Mama...
– Krew? Zielona?
– Nie zielona, czerwona. To jest tylko takie mieszkanko dla krwi.
– Nie dasz się wkręcić, co? Masz rację, to żyły i bez względu na to, jaki kolor mają, w środku płynie czerwona krew. Brawo.

poniedziałek, 12 maja 2014

O kochaniu

– Kocham cię.
– Ja ciebie też kocham. Zawsze będę cię kochać, nawet jak już będziesz miał własne dzieci.
– Mamo, a ja chcę zawsze z tobą mieszkać – mówi Mały Człowiek ze łzami w oczach. – Zawsze.
– Zobaczymy, jak się nam życie potoczy. Może będziemy razem mieszkać.
– A ty urodzisz jeszcze jedno dziecko?
– O nie, chyba już nie. A co? Chciałbyś mieć jeszcze jakieś rodzeństwo?
– Tak.
– I na wszystkich byś tak piszczał jak na Milu?
– Nie, na innych już nie.
– A gdzie my byśmy się wszyscy pomieścili?
– W Bułgarii.
– Ha, ha, ha. Dlaczego w Bułgarii?
– Przecież jest takie miasto.
– Nie miasto, tylko państwo. Ale dlaczego tam?
– Bo tak.

czwartek, 8 maja 2014

Konie i dom - czyli kawał dobrej roboty

Dziś nieco spóźnione rysunki. Powstały przed weekendem majowym. Na wszystkich są smaczki dla spostrzegawczych :)
Dla mnie to jedne z najpiękniejszych prac Małego Człowieka. Sam wymyślił temat, sam się nauczył rysować konie i lecące ptaki, nie pozwolił patrzeć, dopóki prace nie były skończone. Podziwiam :)








środa, 7 maja 2014

Magiczny kamień

Tuż przed spaniem:
– Mamo, a to jest mój magiczny kamień. Tata mi go dał nad morzem. Żebym się niczego nie bał.
– Bardzo ładny kamień.
– A chcesz wiedzieć jak on działa?
– Tak.
– On jak wyczuwa duchy, to pika.
– Ooo!
– A jak wyczuwa potwory, to pika wolniej, ale bardziej, bo potwory są groźniejsze niż duchy.
– Zdecydowanie.
– A ten kamień ma dobrą obecność.
– A co to?
– No wyczuwa obecność duchów. Jak wyczuje obecność, to na mnie patrzy i ja patrzę na niego i widzę, że coś się dzieje, i mogę wystraszyć te potwory. Już nie muszę się ich bać.
– Rewelacyjny kamień.
– Tak.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Krew na mięsie

W sklepie mięsnym. Wybieram kolejne rzeczy, a Mały Człowiek ogląda wędliny i mięso. Na jednym z kurzych ud widać świeżą strużkę krwi.
– Mamo, a co to?
– Krew – odpowiadam, starając się o jak najbardziej neutralny ton.
Mały Człowiek odchodzi na bok bez słowa i dalej ogląda wędliny. Po chwili wraca i pyta:
– A czyja to jest krew?
– Zwierzęcia, z którego jest to mięso.
Mały Człowiek znów na chwilę odchodzi. Wraca i pyta:
– A dlaczego tu jest ta krew?
– Widocznie mięso nie było dobrze wypłukane. Jak się kupi takie mięso, to trzeba je dobrze wypłukać, a później upiec albo usmażyć i wtedy jest pyszne.
Nie skomentował, nie kiwnął głową, nie mruknął nawet. Myślę, że temat wkrótce wróci - jak tylko sobie to w głowie ułoży. Trudny temat.

środa, 23 kwietnia 2014

O niszczeniu cudzych rzeczy

Jedziemy samochodem, po drodze mijamy zabazgraną sprayem ścianę.
– Patrz Mamo, jak ktoś brzydko pomazał.
– No brzydko. Ja tego zupełnie nie rozumiem. Czy komuś sprawia przyjemność niszczenia cudzych rzeczy?
– My tak nie robimy.
– Nie, nie robimy. Ja to bym nie chciała, żeby ktoś niszczył moje rzeczy, więc sama cudzych nie niszczę.
– Tak, bo my się przejmujemy cudzymi rzeczami. Tylko robaczki się nie przejmują. Czasem. I jedzą, co im się podoba.
– Ha, ha. Tak, dobre spostrzeżenie. One się nie przejmują.
– No bo jedzą.
– Tak. Na przykład ubrania nam nadgryzają.
– Albo jedzenie.
– Dokładnie.

piątek, 18 kwietnia 2014

Aniołek i ochroniarz

Rano w łazience. Stoję przed lustrem i szykuję się do wyjścia do pracy. Mały Człowiek stoi przed łazienką, opierając się o ścianę i pijąc jogurt przez słomkę.
– Ładnie wyglądam? – pytam.
– Mamo, wyglądasz jak aniołek.
– Ojej, co za piękny komplement. Dziękuję.
– A ja jestem ochroniarzem. Pilnuję, żeby nikt nie wchodził do tak pięknej pani.
– Rety, rety. Jakiego mam świetnego ochroniarza.
– I piję sobie piwko – Mały Człowiek pokazuje jogurt.
– Oj, ochroniarze raczej nie piją piwka. Może raczej napój energetyczny, żeby mieć dużo energii.
– No to piję napój energetyczny, żeby móc cię bronić.
– Bosko.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

niedziela, 6 kwietnia 2014

Róża

Bardzo, ale to bardzo poważna sprawa.

– Mamo, Tato, kocham was.
– My też cię kochamy. Jesteś naszym słoneczkiem.
– A wiecie jak Róża do mnie mówi?
– Jak?
– Słoneczko.
– Oooo, pięknie.
– Bo się we mnie zakochała. Ale ja w niej najpierw się zakochałem.
– Nie dziwię się. Z całej twojej grupy to ona jest jedną z najfajniejszych dziewczynek - mówi Tata.
– Tak, też tak sądzę. Widziałam też, jak się ładnie razem bawiliście w szatni - dodałam. - A ty jak do niej mówisz?
– Bąbelku.
– Mmmm, ślicznie. Podoba mi się.

poniedziałek, 31 marca 2014

Umiejętności

– Mamo, a mi się tu odkleiło – Mały Człowiek pokazuje mi but z odklejoną gumką dookoła podeszwy.
– To nic. Dopóki wisi, to jest nadzieja. Jak wrócimy do domu, to Tata ci to przyklei.
– Zaraz zaraz. Ktoś tu coś umie. Różne rzeczy. Mama umie szyć – pokazuje na mnie palcem. – A Tata umie kleić – pokazuje palcem Tatę.
– Tak, dokładnie.
– A ktoś umie się bawić – pokazuje placem raz siebie, raz Milu.
– Świetne spostrzeżenie. A ktoś jeszcze umie krzyczeć – mówię, a Mały Człowiek zaczyna krzyczeć i pokazywać na Milu i siebie.
– A ja znam inne, ciekawsze umiejętności – dodaje Tata.
– Pewnie, że są – mówię. – Na przykład ktoś świetnie potrafi opowiadać historie i jeździć na rowerze – pokazuję Małego Człowieka, a ten, śmiejąc się, odjeżdża na rowerze daleko przed nas.

sobota, 29 marca 2014

Szkoła

– Mamo, a ja nie chcę iść do szkoły.
– Na razie jeszcze będziesz rok w przedszkolu. A dlaczego nie chcesz?
– Bo w szkole jest nudno.
– A skąd wiesz? Byłeś?
– Nie, ale tam cały dzień trzeba siedzieć w ławce.
– No, nie cały dzień. Lekcja trwa 45 minut. To trochę mniej niż film, który dziś oglądałeś. Część lekcji siedzi się w ławce i się robi różne zadania, uczy się, słucha się nauczyciela i zadaje się pytania, a część lekcji spędza się na wykładzinie i można się bawić. Do tego między lekcjami są przerwy, można iść do ubikacji, pobawić się, zjeść kanapkę, wyjść na dwór. W szkole może być fajnie. Marysia lubi chodzić do szkoły.
– A dlaczego?
– Bo w szkole może się nauczyć wielu ciekawych rzeczy, ma koleżanki nowe i kolegów, lubi swoje nauczycielki.
– Ale przecież ona jest młodsza. To kiedy pójdzie do przedszkola?
– Już chodziła do przedszkola. W kraju, w którym mieszka, dzieci szybciej idą do szkoły.
– Aha. A kiedy minie 50 miesięcy?
– Za 4 lata.
– To mało.
– To dość dużo. Ty masz 5 i pół, więc 4 to dużo.
– A ile będę miał lat za 50 miesięcy?
– 10.
– ŁOOO.
– Tak, dużo. A co ma być za 50 miesięcy?
– Lato.
– Ha ha ha. No tak, lato.
– No, ale mamo, ja nie chcę iść do szkoły.

piątek, 28 marca 2014

Nie słucham cię

– Poczytam ci dziś tę książkę po angielsku, którą od cioci dostałeś.
– Nie.
– Ale dlaczego? Obawiasz się, że nie będziesz rozumiał?
– Tak.
– Ale ja ci będę tłumaczyć. To taka fajna książka, ma dużo ładnych obrazków, zobacz.
W tym momencie Mały Człowiek rzucił się na łóżko, rozkładając ręce i nogi, wywalił na wierzch język i bełkocząc powiedział:
– Nie słucham cię, bo jestem zdechłym królikiem.
I koniec dyskusji :)

niedziela, 23 marca 2014

Cykl życia

Pytanie Małego Człowieka "mamo, a kiedy umarnę?" miało dziś odpowiedź rysunkową:


– Narysuję ci to. Zobacz, ta kropka to początek życia. Rodzi się dzidzia. Kropa na końcu to koniec życia, czyli dzień, kiedy ktoś umiera.
– A jak ktoś umarnie, to jak długo potem żyje?
– No już nie żyje wtedy wcale. Kończy się życie, jak ktoś umrze. Zobacz, ty jesteś teraz mniej więcej tu – rysuję małego chłopca. – A tu jesteśmy my z Tatą – mówię, rysując dorosłego. – Później człowiek jest długo, długo dorosły, starzeje się i wtedy jest trochę stary, a później umiera. O, pan z laską jest stary.
– A czemu zamiast uśmiechu ma taką kreskę?
– Już poprawiam na uśmiech. Pewnie się nie uśmiechał, bo już jest bardzo stary i może nie czuje się najlepiej. O lasce chodzi.
– Aha.
– A na koniec się umiera, wtedy się już nie stoi. Więc rysuję leżącego ludzika, o takiego. Więc sam widzisz, że jeszcze ci sporo czasu zostało.
– No.

W ogóle dziś Mały Człowiek miał jakieś katastroficzne wizje. Tata pojechał na zakupy, a Mały Człowiek spytał po dwóch godzinach, dlaczego Tata nie wraca i co będzie, jeśli Tata nie zdążył na światłach i jakieś samochody w niego wjechały. Poza tym pytał, co się stanie jak człowiek "umarnie w samochodzie", czyli prowadząc samochód. Podsumowując – dziś dzień pytań trudnych i męczących.

piątek, 21 marca 2014

Straż

Mały Człowiek ogląda Strażaka Sama, po czym zdecydowanie mówi:
– Mamo, a jak będę duży, to będę strażą.
– Super, że chcesz być strażakiem. To jest bardzo pożyteczny zawód.
– A dlaczego?
– Bo jak jest pożar, to strażacy jadą go ugasić, albo jak są jakieś inne problemy - wypadki, katastrofy różne - to też jadą pomagać.
– Ale ja nie będę jeździł do pożarów.
– Nie? A co będzie robił?
– Jak jakieś zwierzątko utknie na drzewie albo gdzieś, to będę je ratował.
– Super.

wtorek, 18 marca 2014

Ksiądz ciąg dalszy

– I co, był dziś znów ksiądz w przedszkolu?
– Taaak.
– I rozumiałeś, o czym mówił?
– Nie. Bo ksiądz mówił po ksiącowemu i nic nie rozumiałem.
– A powiedziałeś mu, że nic nie rozumiesz?
– Tak.
– I co on na to?
– Powiedział coś, czego nie zrozumiałem. Jakieś bla bla.
– ...

sobota, 15 marca 2014

Umieranie

– Kocham cię mamo.
– Ja też cię kocham. Zawsze będę cię kochać.
– A jak już będę dziadkiem to też?
– Tak.
– A jak umarnę?
– Raczej już wtedy będę nieżywa i nic nie będę czuć.
– A czemu?
– Bo jak się umiera, to się już nic potem nie czuje.
– A gdzie się zaczyna umieranie - od nóg czy od głowy?
– Wow. To ciekawe pytanie. Bardzo. Od serca się zaczyna, bo jak przestaje bić, to przestaje krew pompować i się wszystko w człowieku zatrzymuje. Ale też jak mózg przestaje działać, to człowiek umiera, bo mózg steruje wszystkim i jak przestanie, to wszystko wysiada. Więc właściwie odpowiedź na twoje pytanie brzmi - od głowy.
– Aha. A jak od serca się zaczyna, to biegnie najpierw do nóg czy do głowy?
– Chyba we wszystkie strony. Jak serce się zatrzyma, to krew też się zatrzymuje i przestaje wszystko działać - nerki, żołądek, wątroba, płuca, wszystko.
– A jak umarnę, to będę widział, że umarłem?
– Ale jak widział?
– No jak wyglądam w środku.
– Hmm, raczej nie. Oczy też przestają widzieć jak ciało umiera.
– Aha.

piątek, 14 marca 2014

Ksiądz

– Mamo, a dziś w przedszkolu był ksiądz.
– Ksiądz? Na religii?
– Tak, bo pani od religii się rozchorowała i przyszedł ksiądz.
– I co mówił? O czym wam opowiadał?
– Nie wiem. Nie rozumiałem tych słów, których używał.
– Aha. To szkoda.

Tak na marginesie - edukacja religijna dziecka w wykonaniu księży już na starcie jest dla dziecka niezrozumiała... Co będzie dalej?

czwartek, 13 marca 2014

Dom

Dziś seryjna produkcja z wykorzystaniem nowego pisaka. Kolor i tematyka mono.


To nie węże zwisają z tych domów. Każdy dom ma rynnę.W 3 nawet kapie woda :)

środa, 12 marca 2014

Buty

– Chodź, jedziemy kupić ci buty. Wybierzesz sobie takie, jak będziesz chciał.
Wełnowane chcę.
– Jakie?
– Wełnowane.
– A co to znaczy? Jakie to są?
– No wełnowane!
– Ale ja nie wiem, co to znaczy. Opisz mi.
– WEŁ-NO-WA-NE!!!
– Ale opisz mi, co to znaczy wełnowane. Jakie to są buty, bo nie wiem.
– Takie zawiązywane.
– Aaa! Sznurowane.
– Tak, sznurowane. Ale nie, nie chcę takich. Na rzepy chcę.
– ...

wtorek, 11 marca 2014

Pan z warsztatu

W ogrodniczym kupiliśmy linę. Najgrubszą jaka była. Po powrocie do domu Mały Człowiek mówi:
– Patrz Tato, jaką mam linę. Będę nią samochody podłączał. Idziemy na parking?
– Ale nie możesz naprawdę podłączać samochodów na parkingu. Tylko swoje możesz. 
– Ale ja właśnie chcę swoje. A kiedyś takie naprawdę. Bo ja będę panem z warsztatu i będę podłączał naprawdę linę do samochodów.

poniedziałek, 10 marca 2014

Co jest w życiu najważniejsze

Wracamy z przedszkola, rozmawiamy o pierdołach. Nagle Mały Człowiek mówi z pełną powagą:
– A ja wiem, co jest w życiu najważniejsze.
– Co takiego.
– Miłość.
– O tak, miłość jest super ważna w życiu. I przyjaźń też. I wiesz co jeszcze?
– Co?
– Rodzina.
– Tak.
– A od czego miłość jest ważniejsza?
– Od zderzanki.
– Ha, ha! Wszystko jest ważniejsze od zderzanki.
– Taaak!

niedziela, 9 marca 2014

Ulubiona piosenka

– Włączymy muzykę? – pytam i włączam MCM, tam Eminem akurat leci.
– Mamo, ale ja nie chcę tego. Ja chcę hapi dej.
– Co chcesz?
– Hapi dej.
– A co to takiego? Jak to leci? Zanuć.
– Koz ajm hapi dej nanana.
– Aaa! Happy chcesz. W porządku, już włączam. Podoba ci się ta piosenka?
– Tak. To jest moja ulubiona piosenka.
– I mógłbyś jej słuchać na okrągło?
– Mógłbym jej słuchać do końca życia.


sobota, 8 marca 2014

O niekochaniu i kochaniu

Jadę z Małym Człowiekiem samochodem, w radiu leci piosenka. Nie wiem, kto śpiewa, ale jest o nieszczęśliwej miłości. Mały Człowiek pyta:
– O czym on śpiewa?
– Poczekaj, wsłucham się – mówię i przysłuchuję się tekstowi. – O tym, że się już dwoje ludzi nie kocha i że się rozstają.
– A dlaczego?
– Czasem tak bywa, że się ludzie przestają kochać i wtedy lepiej, żeby się rozeszli i poszukali kogoś, kogo będą kochać i kto będzie kochał ich.
– A dlaczego przestają się kochać?
– Różnie to jest. Czasem spędzają ze sobą zbyt mało czasu, nie rozmawiają ze sobą, nie mają już wspólnych zainteresowań, kłócą się bez przerwy i wtedy przestają się kochać. Lepiej wtedy się rozejść i poszukać szczęścia z kimś innym. Dobrze jest być z kimś, kogo się kocha. Tak jak ja mam Tatę, a Tata mnie.
– Tak, a ja mam ciebie i Tatę.
– Tak, dokładnie. A my ciebie nigdy nie przestaniemy kochać. Wiesz dlaczego?
– Bo jesteś naszym synkiem i długo na ciebie czekaliśmy. Wymarzyliśmy sobie ciebie i kochamy cię zawsze, i kochać będziemy. Nawet jak już będziesz dorosły i będziesz miał swoje dzieci.
– To fajnie.

piątek, 28 lutego 2014

Pewność siebie

Na stole leży czerwona papryka. Mały Człowiek przygląda się jej i mówi:
– Ale ładna papryka. Mogę zjeść?
– Ale to nie jest papryka.
– Jak to?
– To jest poziomka.
– Tak, to nie jest papryka – potwierdza Tata.
– Nie, to jest papryka – upiera się Mały Człowiek.
– A skąd wiesz, że to papryka? To jest poziomka.
– Ale naprawdę? Przecież nie. To jest papryka – mówi Mały Człowiek, ale pojawił się w nim cień niepewności. Po chwili dodaje – Jak nie wierzysz, to rozkroimy i zobaczysz.
Stoi i patrzy na nas. My patrzymy na niego. Po chwili mówię:
– Masz rację, to jest papryka. I brawo dla ciebie, że nie dałeś się wkręcić. Pamiętaj zawsze, że jak jesteś czegoś pewien, to nie daj sobie wmówić, że jest inaczej, tylko broń swojego zdania. Brawo.
– :))) – Mały Człowiek rozpromienił się i zanurzył zęby w papryce – Mniam papryka.

czwartek, 27 lutego 2014

Naukowiec

– Kim będziesz, jak będziesz duży?
– Naukowcem. Pójdę do szkoły naukowej.
– Tak, w szkole można się wiele nauczyć.
– Właśnie.
– A jakim będziesz naukowcem? Co będziesz badał?
– Ziemię. I wulkany.
– Wulkanologiem będziesz. Ciekawe zajęcie.
– Tak.

środa, 26 lutego 2014

Pierwsze słowa Milu

Jak ten czas leci. Milu już zaczyna mówić, więc będzie teraz trochę Małego Człowieka, a trochę Milu.
Dziś pierwsze słowa. Małe podsumowanie i 2 zupełne nowości.
Do dziś Milu z całą pewnością mówi: De/Dy (na brata), tak, nie (to było w ogóle pierwsze słowo), mam (na mnie, ale udało się to tylko kilka razy), daj, tam, tu. Są to na pewno słowa o takim znaczeniu, jakie znamy.

Wczoraj Milu na widok banana na opakowaniu serka homogenizowanego powiedziała: "banan". Powtórzyła to wielokrotnie i uspokoiła się dopiero wtedy, gdy do łapki dostała kawałek banana.

Wieczorem przed zaśnięciem mamy rytuał mówienia wszystkim i wszystkiemu "dobranoc, papa" - Milu zrobiła sobie skrót i wczoraj usłyszeliśmy "dupa".

Ciekawe, co dalej :)

Od teraz to, co mówi Mały Człowiek będzie otagowane "Mały Człowiek", to, co powie Milu - "Milu".

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozmowa ekologiczna

Spacerujemy po miejskich nieużytkach - ja idę, Mały Człowiek pomyk na rowerze. Dookoła masa śmieci - folie, gruzy, butelki, nawet muszla toaletowa, płytki i opony. Koszmar. Nie wytrzymuję i mówię:
– Co za syf. Okropnie to wygląda. Jak tak można wyrzucać śmieci.
– Właśnie. I ziemia choruje od tego.
– Dokładnie. W głowie mi się to nie mieści.
– Mi też nie. Bo co oni sobie myśleli w tych głowach?
– No ja już nie wiem co. Jak tak można... Tak ładnie tu mogłoby być.
– Tak, piękna łąka by tu była.
– O tak. Od czego są kosze na śmieci.
– Właśnie, bo przecież nie dla ozdoby.
– Dobrze mówisz.
– My tak nie robimy na szczęście.
– Tak. Na szczęście.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...