Czytamy książkę o codziennych przygodach przedszkolaka Tomka. Każda bajka kończy się stwierdzeniem w stylu: "ale tego się nie da wytłumaczyć dorosłym".
– A czego jeszcze nie da się wytłumaczyć dorosłym? - pytam.
– Że trzeba wybudować tory.
– I czego jeszcze?
– Że trzeba wybudować bardzo zgniłą muchę.
– ?
– I że policjant musi przyjść. Taki zgniły.
– ??
– No widzisz. Tego się nie da wytłumaczyć dorosłym.
poniedziałek, 13 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Co widzą chmury?
Leżymy na podłodze i obserwujemy pędzące po niebie chmury.
– Ale gnają, co? - mówię.
– No.
– Ciekawe dokąd.
– Do Australii pewnie.
– A co one tam zobaczą?
– Smoka wawelskiego.
– W Australii?
– Raczej nie. Do Krakowa one lecą zobaczyć smoka wawelskiego.
– A ciekawe co one widzą z góry.
– Nie wiem. Wszystko malutkie.
– Tak. Pola jak chusteczki, rzeki jak wstążeczki, ludzie jak mrówki, krowy jak boże krówki...
– Nie, jak dynie.
– A dynie jak...
– Doniczki.
– A doniczki...
– Jak małe miseczki. A ciekawe, czy widzą balonik mój.
– Ciekawe. Ciekawe też, co widzi balonik, jak ucieknie do chmur.
– Aha. Ciekawe.
– Z dołu chmury, z góry niebo.
– Chyba że już w kosmosie jest, to nic już nie widzi.
– Tylko gwiazdy.
– Tak.
– Ale gnają, co? - mówię.
– No.
– Ciekawe dokąd.
– Do Australii pewnie.
– A co one tam zobaczą?
– Smoka wawelskiego.
– W Australii?
– Raczej nie. Do Krakowa one lecą zobaczyć smoka wawelskiego.
– A ciekawe co one widzą z góry.
– Nie wiem. Wszystko malutkie.
– Tak. Pola jak chusteczki, rzeki jak wstążeczki, ludzie jak mrówki, krowy jak boże krówki...
– Nie, jak dynie.
– A dynie jak...
– Doniczki.
– A doniczki...
– Jak małe miseczki. A ciekawe, czy widzą balonik mój.
– Ciekawe. Ciekawe też, co widzi balonik, jak ucieknie do chmur.
– Aha. Ciekawe.
– Z dołu chmury, z góry niebo.
– Chyba że już w kosmosie jest, to nic już nie widzi.
– Tylko gwiazdy.
– Tak.
sobota, 11 stycznia 2014
Gospodarz
Do Małego Człowieka ma przyjść Olek. Mały Człowiek jest cały podekscytowany, nie może usiedzieć w miejscu. Rozmową chcę nieco go zająć, żeby czekanie łatwiej mu poszło.
– Cieszysz się, że przyjdzie Olek, co?
– TAAAAAK!!!
– A będziesz dobrym gospodarzem i dobrze się zajmiesz swoim gościem?
– Tak. Mamo, ale ja nie jestem ze wsi.
– No tak. Gospodarz to ktoś, kto ma gospodarstwo na wsi, ale nie tylko. Gospodarz to też ten, kto przyjmuje gości, nawet w mieście.
– Aha. A jak miałem urodziny to też byłem gospodarzem.
– Tak, dokładnie.
– To będę dobrym gospodarzem i się nim zajmę.
– Cieszysz się, że przyjdzie Olek, co?
– TAAAAAK!!!
– A będziesz dobrym gospodarzem i dobrze się zajmiesz swoim gościem?
– Tak. Mamo, ale ja nie jestem ze wsi.
– No tak. Gospodarz to ktoś, kto ma gospodarstwo na wsi, ale nie tylko. Gospodarz to też ten, kto przyjmuje gości, nawet w mieście.
– Aha. A jak miałem urodziny to też byłem gospodarzem.
– Tak, dokładnie.
– To będę dobrym gospodarzem i się nim zajmę.
piątek, 10 stycznia 2014
Ubranie dla psa
Na przejściu dla pieszych przepuściliśmy pana z dzieckiem i dużym psem. Zwróciłam na to uwagę Małego Człowieka:
– Przepuszczamy pieszych.
– Dlaczego?
– Za nami jechał cały sznur samochodów, długo by stali na przejściu, to ich puściliśmy. Na dworze jest zimno, a my w samochodzie mamy ciepło.
– A czemu ten pies nie miał ubranka?
– Bo nie wszystkie psy potrzebują ubrań. Ten był duży i miał ciepłe futro. Ubranka raczej noszą małe pieski albo te bez ciepłej sierści.
– I nie ma takich dużych ubrań dla psów?
– Pewnie można takie ubranie uszyć?
– Hę? A to się szyje, a nie kupuje?
– Kupuje się, ale najpierw ktoś to musi uszyć.
– Hę?
– A ty myślałeś, że skąd się biorą te ubrania w sklepie? I inne rzeczy skąd się w sklepach biorą?
– Traktory je przywożą.
– Dobre. Może i traktory przywożą, ale skądś te rzeczy muszą najpierw wziąć. Ktoś je musi uszyć, przygotować, wyprodukować.
– Może w fabrykach?
– Na przykład w fabrykach.
– Aha.
– Przepuszczamy pieszych.
– Dlaczego?
– Za nami jechał cały sznur samochodów, długo by stali na przejściu, to ich puściliśmy. Na dworze jest zimno, a my w samochodzie mamy ciepło.
– A czemu ten pies nie miał ubranka?
– Bo nie wszystkie psy potrzebują ubrań. Ten był duży i miał ciepłe futro. Ubranka raczej noszą małe pieski albo te bez ciepłej sierści.
– I nie ma takich dużych ubrań dla psów?
– Pewnie można takie ubranie uszyć?
– Hę? A to się szyje, a nie kupuje?
– Kupuje się, ale najpierw ktoś to musi uszyć.
– Hę?
– A ty myślałeś, że skąd się biorą te ubrania w sklepie? I inne rzeczy skąd się w sklepach biorą?
– Traktory je przywożą.
– Dobre. Może i traktory przywożą, ale skądś te rzeczy muszą najpierw wziąć. Ktoś je musi uszyć, przygotować, wyprodukować.
– Może w fabrykach?
– Na przykład w fabrykach.
– Aha.
środa, 8 stycznia 2014
Warkocze
– Ale będzie fajnie, jak nam Milu urośnie. Będzie miała zęby, będzie chodzić, urosną jej włoski.
– To może jej kitkę zrobimy wtedy?
– Pewnie. I warkoczyki będziemy jej pleść.
– A ty umiesz warkoczyki robić?
– Jasne. Przecież sobie czasem robię, nie zauważyłeś?
– Ale to nie ty sobie robisz.
– A kto?
– Tata ci robi.
– Nie, sama sobie robię.
– Jak to? Nikt nie umie sobie sam warkoczy robić.
– A jednak. I Milu też będę robić.
– To fajnie.
– To może jej kitkę zrobimy wtedy?
– Pewnie. I warkoczyki będziemy jej pleść.
– A ty umiesz warkoczyki robić?
– Jasne. Przecież sobie czasem robię, nie zauważyłeś?
– Ale to nie ty sobie robisz.
– A kto?
– Tata ci robi.
– Nie, sama sobie robię.
– Jak to? Nikt nie umie sobie sam warkoczy robić.
– A jednak. I Milu też będę robić.
– To fajnie.
wtorek, 7 stycznia 2014
Dziura w pięcie
Wieczorem przed zaśnięciem Mały Człowiek drapie się zawzięcie w piętę.
– Dziurę sobie wydrapiesz.
– Hę? I będzie widać, co jest po drugiej stronie?
– Nie, do kości się dodrapiesz.
– Ale naprawdę?
– Nie, no co ty. Pewnie rośniesz, dlatego cię swędzi.
– Aha. A gdybym się dodrapał jednak?
– Trudno by ci było się dodrapać do kości. Tylko tak się mówi, że dziurę się wydrapie.
– Jak to?
– Żeby zrobić dziurę, musiałbyś się przebić przez skórę i mięśnie. Jak ci naciskam na stopę, to to czujesz, prawda?
– Tak.
– Jak mocniej nacisnę, to nawet zaboli, tak?
– Tak.
– Bo w skórze na stopie, na całym ciele właściwie, masz takie małe czujniki bólu. I one nie pozwoliłyby ci rozdrapać skóry i mięśni aż do kości, bo by cię to bardzo bolało. No i krew by się lała, bo popękałyby naczynia krwionośne w stopie.
– Ale tam nie ma żadnych naczyń kuchenkowych włożonych.
– Ha, ha. Nie naczynia kuchenkowe, ale krwionośne są w stopie. Takie żyłki, rurki, w których płynie krew.
– Aaa.
– Czyli możesz spokojnie się drapać. I niczym się nie przejmuj.
– Dziurę sobie wydrapiesz.
– Hę? I będzie widać, co jest po drugiej stronie?
– Nie, do kości się dodrapiesz.
– Ale naprawdę?
– Nie, no co ty. Pewnie rośniesz, dlatego cię swędzi.
– Aha. A gdybym się dodrapał jednak?
– Trudno by ci było się dodrapać do kości. Tylko tak się mówi, że dziurę się wydrapie.
– Jak to?
– Żeby zrobić dziurę, musiałbyś się przebić przez skórę i mięśnie. Jak ci naciskam na stopę, to to czujesz, prawda?
– Tak.
– Jak mocniej nacisnę, to nawet zaboli, tak?
– Tak.
– Bo w skórze na stopie, na całym ciele właściwie, masz takie małe czujniki bólu. I one nie pozwoliłyby ci rozdrapać skóry i mięśni aż do kości, bo by cię to bardzo bolało. No i krew by się lała, bo popękałyby naczynia krwionośne w stopie.
– Ale tam nie ma żadnych naczyń kuchenkowych włożonych.
– Ha, ha. Nie naczynia kuchenkowe, ale krwionośne są w stopie. Takie żyłki, rurki, w których płynie krew.
– Aaa.
– Czyli możesz spokojnie się drapać. I niczym się nie przejmuj.
czwartek, 2 stycznia 2014
Pędzi jak...
Milu czworakując wpadła na samochód Małego Człowieka. Samochód z dużą prędkością ruszył po wykładzinie.
– Patrz, jak pędzi.
– No, pędzi jak stara wiewiórka w keczupie.
– Ha, ha, ha.
Update z 03.01.2014: Tata Małego Człowieka mnie poprawił - to nie była wiewiórka, ale kukułka...
– Patrz, jak pędzi.
– No, pędzi jak stara wiewiórka w keczupie.
– Ha, ha, ha.
Update z 03.01.2014: Tata Małego Człowieka mnie poprawił - to nie była wiewiórka, ale kukułka...
Subskrybuj:
Posty (Atom)